[W MAGAZYNIE] Ciemno, prawie noc – felieton Beaty Bublewicz i Mariusza Korpolińskiego

Wyobraźmy sobie historię, jakich wiele. Piątek, piątunio. Służbowy telefon naszego anonimowego bohatera (bohaterki?) zasłużył na dwudniowy urlop i bezpiecznie spoczął na stole. Plany na dzisiejszy wieczór są już z grubsza określone.

Będzie kameralnie – wino i książka. Jutro na bogato – przyjaciele, wypad do miasta, gorączka sobotniej nocy i Bóg wie, co jeszcze. Leniwa niedziela pozwoli wrócić na właściwe tory. Nasz bliżej nieokreślony bohater jest niepokojąco podobny do nas samych. Może być naprawdę doświadczonym kierowcą, musi ostatni raz tego dnia chwycić za kierownicę i podjechać do sklepu po owo czerwone półwytrawne. Na łóżku czeka już na niego książka laureatki literackiej nagrody NIKE 2013, Joanny Bator Ciemno, prawie noc. Tytuł nomen omen – adekwatny do okoliczności. Za oknem grudniowa plucha, niebo w kolorze brudnej ścierki i niskie ciśnienie. Wino i literatura pozwolą jakoś przetrwać ten trudny wieczór. To tylko kilometr, choć widoczność w tym feralnym dniu ograniczała lekka mgła. To miał być szybki kurs do sklepu i z powrotem. Na przejściu dla pieszych starsza pani sięgała nerwowo po parasolkę. Chwila nieuwagi naszego wyimaginowanego bohatera i… ciemno, prawie noc…

Ponury wieczór

Oczywiście książka Joanny Bator nie odwołuje się wprost do sytuacji pieszych w Polsce, ale jej tytuł trafnie opisuje każdy zimowy, ponury wieczór, który będzie dla nas przyczynkiem do refleksji i przytoczenia kilku smutnych faktów. Ku przestrodze. Wśród wszystkich krajów UE Polska uznawana jest za kraj najbardziej niebezpieczny i najmniej przyjazny dla pieszych. Od lat to 1/3 wszystkich zabitych na naszych drogach. Jesienią i zimą, kiedy dni są krótsze, a zmrok zapada szybciej, liczba wypadków z udziałem pieszych rośnie lawinowo. Najczęściej do wypadków dochodzi w mieście, choć tutaj prawdopodobieństwo utraty życia jest mniejsze (1 ofiara na 13 wypadków). Wzrasta w obszarze niezabudowanym, gdzie w co trzecim wypadku ginie człowiek.

„Zabierz babci dowód”? W piątki od 16.00!

Listopad, grudzień i styczeń można nazwać „czarnymi miesiącami”, bo tylko wtedy w 2015 r. zginęło 391 osób. Każdy pieszy musi w tym czasie działać w trybie największej czujności, regułę ograniczonego zaufania zastępując zasadą „bezpieczeństwo zależy tylko ode mnie”. Nie ma to nic wspólnego ze społeczeństwem, w którym można czuć się komfortowo, ale to chyba jedyna metoda gwarantująca przeżycie. Dobitnie świadczą o tym statystyki. Od lat najwięcej pieszych ginie lub odnosi obrażenia w grudniu – zabici stanowią zwykle blisko 18% ogółu, a ranni niewiele mniej, bo aż 15%. Jeśli zaś chodzi o najniebezpieczniejsze dla pieszych dni tygodnia, to bez wahania każdy piątek można nazwać „dramatycznie czarnym”. Dochodzi wtedy do największej liczby wypadków z udziałem pieszych. W 2015 r. tylko w piątki życie straciły 174 osoby. Poniedziałki i soboty są także na czarnej liście – 136 i 135 ofiar. Z analizy rozkładu godzinowego wypadków z pieszymi wynika, że najwięcej zdarzeń ma miejsce w godzinach od 16.00 do 20.00 w mieście, a w obszarze niezabudowanym – do 23.00. Życie traci wówczas prawie połowa wszystkich zabitych pieszych. Najlepiej nie wychodzić wtedy z domu, szczególnie jeśli mamy więcej niż 60 lat, bo wśród ofiar-pieszych największą grupę stanowią osoby starsze, powyżej 60. r. ż. – 415 osób w 2015 r.

Człowiek (niestety) nie z żelaza

Jakie są tego przyczyny? Głównie wyprzedzanie na pasach i nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu. Niedostosowanie prędkości nie jest tu głównym powodem, jak mogłoby się wydawać. Warto pamiętać, że auto jadące z prędkością 50 km/h zabije, statystycznie rzecz ujmując, 8 na 10 ludzi, którzy zderzą się z pojazdem. Prawdopodobieństwo przeżycia jest więc znikome, tym bardziej że minimalna droga zatrzymania samochodu jadącego z taką prędkością wynosi 30 m.

Najgorzej jest tam, gdzie być nie powinno

Najczęściej do wypadków dochodzi na przejściach dla pieszych i skrzyżowaniach – razem 378 zabitych. Zdecydowana większość, bo aż 73,6% wszystkich wypadków z udziałem pieszych występuje w miejscach udostępnionych dla ruchu pieszego. W lipcu tego roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport o bezpieczeństwie pieszych i rowerzystów na drogach publicznych. Czytamy w nim: „Na tle innych krajów Unii Europejskiej Polska wyróżnia się wyjątkowo wysokim zagrożeniem niechronionych uczestników ruchu – w Unii stanowią oni 28 proc. wszystkich ofiar śmiertelnych, a więc o 13 proc. mniej niż w Polsce. Ponadto wbrew obiegowym opiniom, ogromna większość poszkodowanych to wcale nie pijani lub niewidoczni piesi czy rowerzyści. Ofiarami są często dzieci i osoby starsze, ginące w ciągu dnia na nowych lub dopiero co zmodernizowanych drogach. (…) Najwyższa Izba Kontroli wnosi także do jednostek zarządzających drogami i organów zarządzających ruchem o dostosowanie infrastruktury drogowej, zarówno pod względem stanu technicznego, jakości, długości, ilości, jak i oznakowania do zwiększających się potrzeb bezpieczeństwa niechronionych użytkowników”.

Każdy z nas jest pieszym

Bywamy kierowcami, rowerzystami, ale każdy z nas codziennie porusza się pieszo. Badania przeprowadzone na zlecenie PZU SA dowodzą, że jeździmy uważniej i wolniej tam, gdzie poruszają się nasi bliscy. Doskonale wiemy, że niechroniony karoserią samochodu człowiek znajduje się na przegranej pozycji w stosunku do użytkowników pojazdów. W Polsce co 10 godzin ginie jeden pieszy. To blisko tysiąc osób zabitych każdego roku i tysiące rannych. Dlatego warto jeździć tak, by chronić życie i zdrowie pieszych, czyli nas wszystkich. „NA PASACH NIE WYPRZEDZAM!”, każdy pieszy jest komuś bliski.

Życzymy Państwu i sobie kolejnych miłych piątkowych wieczorów, szalonych sobót i rodzinnych niedziel. Bezpiecznej drogi, Przyjaciele! Za kierownicą i (zwłaszcza teraz!) pieszo.

Artykuł ukazał się pierwotnie w magazynie Menadżer Floty (wyd. 10/2016)

Autorzy: Beata Bublewicz/Mariusz Korpoliński
fot.: sxc.hu/Christian Nielsen

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.