[Wywiad] Tomasz Kuchar – Zawsze daję z siebie 100%

Bardzo podoba mi się rallycross. Jest genialny z punktu widzenia kierowcy, bo emocje są niesamowite. Jest też fantastyczny dla mediów, kibiców, sponsorów i ich gości – mówi Tomasz Kuchar, Mistrz Polski w rallycrossie, doświadczony kierowca rajdowy, pilot, biznesmen i propagator bezpiecznej jazdy.

Zakończyłeś niemal 20-letni rozdział startów w rajdach samochodowych, ale nie odwiesiłeś kasku na kołek. Przeniosłeś się do Mistrzostw Polski w rallycrossie i już w pierwszym sezonie zdobyłeś tytuł. Dlaczego wybrałeś tę dyscyplinę i jak na pojawienie się nowego rywala zareagowała reszta stawki?

Te 20 lat w rajdach to było coś niesamowitego w moim życiu. Coś, czego nikt mi nie zabierze i z czego jestem bardzo dumny. Szczególnie mam na myśli starty za granicą, w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Świata. Udział w zawodach m.in. na antypodach, w Australii i Nowej Zelandii, rywalizowanie na chyba najlepszych odcinkach specjalnych z najlepszymi kierowcami na świecie to było coś fantastycznego.

Byłem już nieco wypalony startami w rajdach, szczególnie że w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski nie dzieje się dobrze. Myślałem o tym, żeby w ogóle zakończyć przygodę z motorsportem, ale na szczęście nie doszło do tego. Za namową członków mojego zespołu i moich sponsorów przeniosłem się do rallycrossu.

Było to zderzenie z kompletnie inną rzeczywistością, bo w trakcie 20 lat profesjonalnych startów nie musiałem patrzeć w lusterka, nigdy w życiu nie miałem obok siebie rywali. Rajdy polegają na tym, żeby przejechać jak najszybciej z punktu A do punktu B. Wyścigi samochodowe, do których zalicza się rallycross, to coś zupełnie innego. To permanentna walka na torze. Trzeba non stop analizować, co się dzieje dookoła, kontrolować, gdzie znajdują się rywale. Zakręty nie zawsze pokonuje się w możliwie najszybszy sposób, po idealnej linii. Tor jazdy uzależniony jest od tego, co robią Twoi konkurenci. Możesz mieć pewność, że gdy zostawisz trochę miejsca po wewnętrznej, to zaraz ktoś tam wjedzie i cię wyprzedzi.

Początki były bardzo trudne, ale zostałem bardzo mile przyjęty przez konkurentów. Każdy chciał mi udzielać rad. Oczywiście z biegiem czasu, gdy zacząłem skutecznie korygować swoją technikę jazdy i stałem się groźniejszy, z wiadomego względu tych podpowiedzi było coraz mniej (śmiech). Ścigaliśmy się z rywalami łeb w łeb przez cały sezon, wiele się od nich nauczyłem. Przekazuję im serdeczne pozdrowienia.

Mieliśmy siedem rund w 2016 r. Pierwsze trzy zakończyliśmy z nie najlepszym dorobkiem punktowym, ale cztery kolejne starty to cztery wygrane. Pierwszy sezon zakończony Mistrzostwem Polski w najmocniejszej klasie SuperCars to scenariusz jak z bajki.

Bardzo podoba mi się rallycross. Jest genialny z punktu widzenia kierowcy, bo emocje są niesamowite. Jest też fantastyczny dla mediów, kibiców, sponsorów i ich gości. Jak w greckiej tragedii: mamy jedność miejsca, czasu i akcji. W rallycrossie widzisz jak na dłoni całą rywalizację, a rozstrzygnięcia wyścigów są bardzo szybkie. W kwalifikacjach wyścig trwa 3-4 minuty, w finale 5-6 minut. Od razu wiadomo, kto wygrał, a kto przegrał. W dodatku inny regulamin techniczny niż w rajdach sprawia, że samochody mają niemal 600 KM. Auta są bardzo, bardzo szybkie, oglądanie ich w akcji robi ogromne wrażenie.

Za nami kolejna edycja Rajdu Barbórka, którego jesteś rekordzistą, z liczbą sześciu zwycięstw na koncie. Czy ten rajd oraz Kryterium Asów na Karowej to coś więcej niż tradycyjne podsumowanie roku w polskim motorsporcie i towarzyska rywalizacja?

Barbórka jest rajdem magicznym. W stolicy jest wielu kibiców, dla których wyjazd na rundy Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski to prawdziwa wyprawa. Na Barbórce, niemal nie ruszając się z domu, mają możliwość obcowania z rajdówkami, mogą poczuć zapach benzyny i palonej gumy. Ponadto w Warszawie swoje siedziby ma większość dużych firm, w tym nasi partnerzy i sponsorzy.

Sam epilog rajdu, czyli odcinek na ulicy Karowej, jest niesamowity. Jedziemy po ciemku, w blasku fleszy z aparatów fotograficznych. Klimat jest fantastyczny. W dodatku przyczepność jest nieprzewidywalna. Kostka na Karowej potrafi być zarówno bardzo śliska, jak i bardzo przyczepna, gdy jest sucho.

Do tego dochodzi presja, że ogląda nas kilkanaście tysięcy ludzi zgromadzonych przy trasie i kolejnych kilkaset tysięcy w telewizji. Każdy chce wygrać Barbórkę i Karową.

Faktycznie, jestem rekordzistą, jeśli chodzi o Barbórkę, ale ta edycja nie była szczęśliwa. Ukręcił się wałek w skrzyni biegów i musieliśmy wycofać się z rywalizacji.

Natomiast co do Karowej, to powiem nieskromnie, że z moją pilotką Magdą Lukas pojechaliśmy bardzo dobrze. Było nie-sa-mo-wi-cie ślisko! Zajęliśmy drugie miejsce. Przegraliśmy tylko z dwukrotnym Mistrzem Europy Kajetanem Kajetanowiczem, który po pierwsze jest genialnym kierowcą, a po drugie dysponował dużo lepszym sprzętem niż my. Myślę, że drugie miejsce w tych okolicznościach jest dobrym wynikiem.

Jak oceniasz aktualną kondycję sportów motorowych w Polsce, zwłaszcza rajdów? Czy po kontrowersyjnym sezonie 2016 w RSMP polskich fanów czeka Twoim zdaniem kolejny rok stagnacji w tej dyscyplinie?

Nie chciałbym wypowiadać się na temat Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski, ponieważ nie dzieje się w nich dobrze, a ja za dużo też o tym wiem. Powiem tylko, że nie dziwi mnie, że kierowcy nie chcą startować w Mistrzostwach Polski, a firmy nie chcą tych zawodów sponsorować.

Niestety, jest cały łańcuszek wydarzeń, który powoduje, że obserwujemy tendencję spadkową pod względem zainteresowania tym cyklem mediów, kibiców i przede wszystkim zawodników. Nie wiem, kiedy to się zmieni. Szkoda, bo rajdy to świetna dyscyplina sportu. Moje serce wciąż bardzo mocno bije na samą myśl o rajdowaniu.

Czy obecnie jesteś bardziej kierowcą sportowym czy biznesmenem?

W dalszym ciągu czuję się kierowcą sportowym, bo rywalizuję na wysokim poziomie w Mistrzostwach Polski. Poza tym jestem bardzo aktywny, ćwiczę, trenuję.

Na co dzień oprócz sportu zajmuję się też innymi sprawami, prowadzę kilka biznesów. Ten najbliższy mojemu sercu to Akademia Bezpiecznej Jazdy Tomasza Kuchara. Naszą najnowszą inwestycją jest DriveLand, profesjonalny ośrodek doskonalenia techniki jazdy.

Kim jestem bardziej? Nie wiem. Staram się profesjonalnie wykonywać swoją robotę na jednym i drugim froncie. Zarówno gdy trenuję, jak i gdy pracuję, daję z siebie 100%. Co mi lepiej wychodzi? Trudno powiedzieć. Za kilka lat będę w stanie lepiej ocenić, co wychodziło mi lepiej.

Skoro wspomniałeś o ośrodku DriveLand, czym będzie się wyróżniał?

Można powiedzieć, że to jest projekt życia Akademii Bezpiecznej Jazdy Tomasza Kuchara. Biznes nam się bardzo rozwinął. Z wieloma korporacjami, które współpracują z nami od dłuższego czasu, podpisaliśmy umowy długoterminowe. Co roku z naszych usług korzysta kilka tysięcy osób. Biorąc to pod uwagę, a także inne aspekty, znaleźliśmy piękną działkę z doskonałym dojazdem z trasy S8, przy drodze krajowej nr 50, która nadawała się idealnie właśnie pod tego typu działalność.

DriveLand powstaje w miejscowości Słabomierz pod Mszczonowem, w gminie Radziejowice, czyli rzut beretem od Warszawy, bo jeśli pojedzie się Gierkówką, będzie to nieco ponad 30 km od centrum stolicy. Budujemy nowoczesny, zautomatyzowany, profesjonalny ośrodek doskonalenia techniki jazdy. Jest usytuowany na obszarze ok. 9 ha. Będzie wyposażony w cztery płyty poślizgowe, z czego dwie prostokątne, jedną w kształcie okręgu, a także jeden zakręt na wzniesieniu. Duża prostokątna płyta poślizgowa będzie zaopatrzona w szarpak do wprowadzania pojazdów w poślizg nadsterowny.

Będzie można u nas trenować i szkolić się samochodami osobowymi, motocyklami, pojazdami ciężarowymi, autobusami. Do tego będzie cała siatka różnego rodzaju dróg, z taką konfiguracją i wyprofilowaniem zakrętów, żeby zwiększać umiejętności kierowców oraz symulować wiele typów niebezpiecznych sytuacji na drodze.
Wszystkich zainteresowanych zapraszamy na nasz facebookowy profil DriveLand Polska, gdzie można śledzić postępy prac. Zakończenie pierwszego etapu budowy, czyli toru, planujemy w okolicach kwietnia, maja, w zależności od tego, na co pozwoli zima. Drugi etap, czyli budynek z zapleczem konferencyjnym, planujemy oddać do użytku przed końcem roku.

Na jakich klientach się skupiacie?

Jeżeli chodzi o Akademię Bezpiecznej Jazdy, to koncentrujemy się na zorganizowanych grupach. Są to głównie duże korporacje, które dostrzegają, że tego rodzaju szkolenia są bardzo potrzebne. Kursy nie są specjalnie drogie, a faktycznie mogą przyczynić się do tego, że pracownik danej firmy po pierwsze będzie jeździł bezpieczniej, po drugie zawsze dojedzie z punktu A do B, po trzecie będzie mniej intensywnie zużywał samochód, a jego styl jazdy sprawi, że koszty eksploatacji zmaleją.

Pamiętajmy, że pracownik, który doprowadzi do stłuczki lub będzie uczestniczył w wypadku, generuje potężne koszty dla przedsiębiorstwa. Naprawa samochodu, mimo tego, że jest ubezpieczony, kosztuje. Kierowca, który ulegnie wypadkowi, nie pracuje, co przynosi wymierne straty. Firmy to dostrzegają i dlatego zlecają nam szkolenia dla pracowników.

Najpopularniejszy model w korporacjach polega na tym, że każdy kierowca, który używa samochodu służbowego bądź prywatnego na potrzeby służbowe, musi u nas przejść szkolenie. W zależności od firmy szkolenie dla pracowników odbywa się raz w roku lub raz na dwa lata.

Powiem nieskromnie, że ten biznes rozwinął nam się bardzo dobrze, co świadczy o tym, że jesteśmy skuteczni. Z podsumowań przygotowywanych przez zarządców flot naszych klientów jasno wynika, że szkodowość spada, a dodatkowo przeszkoleni kierowcy są zadowoleni ze zwiększenia umiejętności i nabycia świadomości, jak jeździć bezpiecznie.

Nie chodzi o to, żeby na naszych szkoleniach klient został, nieładnie powiedziawszy, „spacyfikowany”. Chodzi o to, żeby zrozumiał, jak bardzo niebezpiecznym narzędziem jest jadący samochód i jak bardzo ważne jest to, żeby przewidywać, co się wydarzy na drodze.

Bardzo istotne jest, żeby wiedzieć, w jaki sposób się zachować, gdy zdarzy się nagła sytuacja, np. gdy ktoś pojawi nam się przed maską samochodu i trzeba zastosować hamowanie awaryjne. Symulujemy takie zdarzenia na każdym szkoleniu z doskonalenia techniki jazdy.

Ktoś może zapytać: „hamowanie, co to za trudność?”. Zdecydowana większość kursantów, którzy do nas trafiają po raz pierwszy, nie wie, jak potężny potencjał ma hamowanie. Hamują źle – za słabo, odpuszczają hamulec, a tym samym nie są w stanie skorzystać z systemów wspomagania hamowania.

Do tego wszystkiego dochodzą ćwiczenia z unikania i radzenia sobie w razie wystąpienia poślizgów nadsterownych i podsterownych. Oczywiście zaczynamy od podstawowych tematów, jak pozycja za kierownicą, ustawienie fotela i oparcia, praca rąk na kierownicy. To są bardzo ważne rzeczy, które mogą spowodować, że przy zaniedbaniach i złych nawykach sytuacja może skończyć się stłuczką lub wypadkiem.

Reakcje kursantów na udzielane wskazówki bywają różne. Niejednokrotnie zdarza się, że – zwłaszcza panowie – podchodzą nieufnie, mają wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach w prowadzeniu samochodu i nie bardzo chcą zmieniać swój styl jazdy. Do czasu. Bardzo szybko instruktor i odpowiednie ćwiczenia demaskują prawdziwy stan rzeczy. Wtedy przychodzi pokora i ochota do podporządkowania się radom fachowców. Wówczas słyszymy: „to jest świetne, czemu wcześniej Was nie odwiedziliśmy?”. Albo: „przejechałem milion kilometrów i myślałem, że jestem świetnym kierowcą, a wy obnażyliście problemy, które mam; muszę nad nimi popracować”. To jest niesamowite, dodaje ochoty do pracy.

Czym wyróżniacie się na tle rywali?

Z czynników, które nas wyróżniają, jednym z ważniejszych elementów jest chyba wyjątkowa kadra instruktorów. Wielu z nich to aktywni bądź byli sportowcy – kierowcy rajdowi i wyścigowi, piloci rajdowi. Ludzie, którzy kochają motoryzację.

Ze sporej grupy kandydatów musieliśmy wyselekcjonować tych najlepszych. Zdarzały nam się przypadki, że aplikowali do nas zawodnicy o naprawdę dobrze znanych nazwiskach w polskim motorsporcie, ale okazywało się, że choć są świetnymi kierowcami, to niekoniecznie dobrymi instruktorami. Nie zawsze potrafią umiejętnie wytłumaczyć, dlaczego tak, a nie inaczej zareagował samochód. Niestety, takie osoby, mimo nieprzeciętnych umiejętności, musieliśmy pożegnać.

Oprócz tego bardzo ważną rzeczą, jeśli nie najważniejszą, jest możliwość sprawnego i szybkiego złapania kontaktu i nawiązania dobrej relacji z kursantem. Jeśli ktoś się dobrze czuje w towarzystwie instruktora, to jest bardziej wyluzowany, mniej zestresowany, jego ruchy są płynne, a nie „kwadratowe”, nie usztywnia się. I jeszcze bardzo ważna cecha – cierpliwość. Jeśli instruktor nie ma solidnych jej pokładów, to nie nadaje się do tej roboty.

Oczywiście nie twierdzę, że inne firmy dysponują przypadkowymi osobami. Podkreślę jednak raz jeszcze, że dobór współpracowników jest dla na kluczowym elementem. Pracujemy z osobami, które są najlepsze pod względem umiejętności w prowadzeniu samochodu oraz talentu pedagogicznego. Jestem bardzo dumny z naszej kadry instruktorskiej.

Prowadzenie Akademii Bezpiecznej Jazdy to specyficzny rodzaj biznesu, mimo to w Polsce nie brakuje konkurencji w tej branży.

Faktycznie, powstają nowe inicjatywy, ale myślę, że to dobrze. Po pierwsze, konkurencja zawsze jest dobra, ponieważ jest motorem naszego rozwoju. Po drugie, ten rynek jest bardzo duży i dla każdego znajdzie się miejsce. Po trzecie, nie jest wykluczone, że gdy ktoś, kto przejdzie szkolenie np. w Krakowie i napisze w mediach społecznościowych, że było znakomicie, to możliwe, że przeczyta to osoba, która jest z Warszawy, i zdecyduje się zgłosić na szkolenie u nas.

Wszystkie szkoły i akademie bezpiecznej jazdy, właściciele, najemcy i operatorzy torów i ośrodków powinni ze sobą dobrze współpracować. Bardzo ważne jest kreowanie mody na bezpieczną jazdę i potępianie przypadków jazdy nieodpowiedzialnej, zbyt szybkiej, niebezpiecznej. Powinniśmy wspólnie, jako organizacje zajmujące się doskonaleniem techniki jazdy, zadbać o to, żeby taka moda była jak najszerzej propagowana. Chodzi m.in. o to, żeby kierowcy sami reagowali, gdy widzą jakiegoś kretyna, który np. po drodze wewnętrznej na osiedlu jedzie 60 km/h i nie widzi w tym nic złego.

Czy z perspektywy wieloletnich szkoleń kierowców zaobserwowałeś pozytywne zmiany w ich zachowaniu?

Zdecydowanie tak. Oczywiście nie jesteśmy w stanie przeszkolić wszystkich kierowców jeżdżących po polskich drogach. W związku z tym, że jesteśmy na rynku już prawie 10 lat, z wieloma kierowcami spotkaliśmy się już kilka razy. Przy kolejnych szkoleniach obserwujemy ich postępy, słuchamy o przeróżnych przygodach na drodze, w tym także o tym, jak wiedza pozyskana na poprzednich szkoleniach w tych sytuacjach zaprocentowała.

Możemy z pełnym przekonaniem stwierdzić, że gdy spotykamy się z daną osobą rok czy dwa lata po pierwszym szkoleniu, widzimy niesamowitą różnicę. Oznacza to, że nasze ćwiczenia uświadamiają kierowcom, jakie mają problemy. Widać, że ci ludzie nie zapomnieli tego, czego nauczyli się wcześniej.

Oczywiście o pewnych drobiazgach kierowcy zapominają, ale miłe jest, gdy osoby, które jeszcze niedawno w fatalny sposób posługiwały się kierownicą, miały nieprawidłowo ustawione siedzenie i oparcie fotela, po roku przyjeżdżają i prezentują wzorowe podejście do tych często niedocenianych przez kierowców elementów.

Jeszcze przyjemniej słuchać, gdy kursant mówi: „jak ja mogłem przez poprzednie 20-30 lat jeździć w taki sposób? Teraz jeżdżę tak, jak mi zaleciliście rok temu, i nie wyobrażam sobie inaczej”. To daje znacznie większą satysfakcję niż przyzwoite przychody ze szkoleń (śmiech). Bardzo ważne jest również to, że najczęściej kierowcy trafiający na nasze szkolenia nie wstydzą się przyznać do tego, że popełniali błędy, nie ukrywają, że nasze wskazówki im pomogły. Dziękują i chcą więcej rad fachowców.

Jak oceniasz obecny system szkolenia kierowców w Polsce? Czy kursy z zagrożeń w ruchu drogowym, które już wkrótce będą obowiązkowe, to dobra odpowiedź na katastrofalny stan bezpieczeństwa na polskich drogach?
Zdecydowanie tak. Ubolewam tylko nad tym, że kursy z zagrożeń w ruchu drogowym nie są obowiązkowe, od kiedy weszły w życie stosowne przepisy (2012 r.). W wielu krajach europejskich kursy te są praktykowane wręcz od wielu lat i statystyki pokazują, że przyczyniają się do obniżenia poziomu wypadkowości, zwłaszcza w grupie kierowców najmłodszych, czyli tych stwarzających największe problemy. Jest to genialny pomysł.

Przypomnę tylko, że każdy świeżo upieczony kierowca między 4. a 8. miesiącem od odebrania prawa jazdy musi zgłosić się na kurs do organizacji takiej jak chociażby Akademia Bezpiecznej Jazdy Tomasza Kuchara. Ważne, by firma szkoleniowa miała zarejestrowany, legalnie działający ośrodek doskonalenia techniki jazdy. Kurs z zagrożeń w ruchu drogowym ma pokazać, jak bardzo niebezpiecznym narzędziem jest samochód, jak łatwo stracić nad nim panowanie, co może się stać, gdy wpadnie w poślizg.

Ważna kwestia – mówimy o kursach ukierunkowanych na budowanie świadomości u młodego kierowcy, jak niebezpiecznym narzędziem jest samochód i jak łatwo stracić nad nim kontrolę. Nie będą to szkolenia, podczas których instruktor będzie uczył, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach na drodze.

Zwiększa to świadomość kierowcy, jeździ on ostrożniej. Poza tym, co jest istotne dla takich firm jak nasza, a jeszcze ważniejsze z punktu widzenia bezpieczeństwa drogowego – dodatkowym efektem udziału w kursie może być to, że taki kierowca chce zapisać się na kolejne szkolenia, by doskonalić swoje umiejętności pod okiem profesjonalnego instruktora w profesjonalnym ośrodku. Myślę, że będzie to miało bardzo pozytywny wpływ na statystyki wypadków na polskich drogach.

Byłeś współprowadzącym program K2 – kierowców dwóch i gospodarzem formatu Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o samochodach emitowanych na antenie TVN Turbo. Czy tego typu programy to jeden ze sposobów na edukowanie kierowców m.in. w kwestiach bezpieczeństwa?

Tak. Jeżeli chodzi o K2 – kierowców dwóch, pomysł był taki, żeby przyciągnąć uwagę przeciętnego Kowalskiego, który jeździ Škodą czy starym Volkswagenem Sharanem (takie samochody akurat mieliśmy na planie).

Pokazywaliśmy proste rzeczy, które interesują kierowców, np. co się stanie, gdy pęknie opona, nie dokręcimy koła, założymy nieodpowiednie klocki hamulcowe. Idea była taka, żeby w prosty i wesoły sposób odpowiedzieć na tego typu pytania.

Mimo że program był trochę w klimacie disco polo, to jednak miał niesamowite wyniki oglądalności. Wspólnie z Kubą Bielakiem i ekipą z TVN Turbo zrealizowaliśmy aż trzy edycje. Niewykluczone, że w przyszłości zrobimy czwartą, aczkolwiek poruszyliśmy już bardzo dużo tematów, a każdy z kilkunastu odcinków poruszał aż cztery zagadnienia.

Było to fajne doświadczenie w moim życiu, dodatkowa wartość, że z wątkiem edukacyjnym. O popularności programu niech świadczą też liczne maile do redakcji i do mnie, a także wiadomości na Facebooku. Niesamowite, że ludzie tak żywiołowo reagowali i bardzo przeżywali tematy, które prezentowaliśmy na antenie.

Drugi format, czyli Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o samochodach, to program fachowy, coś w stylu Sondy z lat 80. z panami Kamińskim i Kurkiem. Na części pierwsze rozkładaliśmy wszystkie mechanizmy, tłumaczyliśmy „jak chłop krowie na granicy”, jak dany mechanizm działa. W przypadku Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o samochodach pokazywaliśmy, jak funkcjonuje np. skrzynia biegów, dyferencjał, układ kierowniczy. Genialny format. Wyprodukowana została tylko jedna seria i nie ukrywam, że marzę, żeby zrobić kiedyś drugą, bo to bardzo profesjonalny program.

Przyjemnie lata się nad Polską?

Tak, oczywiście. Kocham latanie. Jeżeli mogę w dane miejsce lecieć, a nie jechać, bo pozwala mi na to pogoda lub logistyka, to tak robię. Samolotami latam od kilku lat, a od początku 2016 r. też helikopterem. Mam już wylatane ponad 800 godzin, więc można powiedzieć, że jestem już w miarę doświadczonym pilotem.

Jakie cele zawodowe i sportowe stawia sobie Tomasz Kuchar na 2017 r.?

Odpowiedź będzie prosta i krótka. Zawodowe: dokończenie budowy i uruchomienie ośrodka DriveLand Polska. Sportowe: obrona tytułu Mistrza Polski w rallycrossie w klasie SuperCars.

Rozmawiał Wojciech Kaczałek

Wywiad pierwotnie ukazał się w magazynie Menadżer Floty, nr 1/2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *