[W MAGAZYNIE] Zegarki w motorsporcie

Mówią, że jeździć można czymkolwiek, a nic tak precyzyjnie nie odmierzy czasu jak Swatch. Cóż, skoro wielu z nas nie ma ochoty zadowolić się czymkolwiek, właśnie do odmierzania przemijającego czasu wybiera zegarek, który samym wyglądem już potrafi opowiedzieć piękną historię. 

tekst: Borys Czyżewski

Faktycznie, od dziesięcioleci producenci zegarków promują się przy sportowych imprezach samochodowych. Nie ma szans, żeby 24-godzinne wyścigi w Daytona czy Le Mans obyły się bez ogromnego zegara z logo Rolex. Żaden przyzwoity właściciel Bentleya nie pokaże się na ulicy bez zegarka Breitling, a miłośnik zegarkowej marki Jaeger-LeCoultre praktycznie nie ma samochodowej alternatywy dla swojego Aston Martina.

Przykłady można by mnożyć, bo przez lata te więzi stały się trwałymi związkami, a skoro marki tak się do siebie przywiązują, to co dopiero mówić o ludziach. Na wszystkich działa stara prawda, że najlepiej ze wszystkiego sprzedają się emocje i nic nie liczy się w marketingu bardziej od nich. Krajowy rynek zegarkowy rośnie nam powoli, ale jednak rośnie. Nie brakuje na nim propozycji dla miłośników motoryzacji czy samochodowego sportu. Ba, są nawet modele dedykowane polskim mistrzom kierownicy, jak np. najnowszy Oris dla Roberta Kubicy.

Oris Williams Robert Kubica, bo tak brzmi pełna nazwa tego modelu, to 42-milimetrowy automat na kauczukowym pasku. Czytelna tarcza, czerwony sekundnik i wyraźna data to elementy, które od razu rzucają się w oczy, a wyraźnie sportowy styl zegarka jest tutaj oczywistością. Nie wszyscy pamiętają, że w 2007 r. pojawił się zegarek również sygnowany nazwiskiem polskiego kierowcy Formuły 1. Tamten był troszkę mniejszy, bo miał tylko 40-milimetrową kopertę, ale również automat i też szwajcarski. Certina DS Podium Chrono została przygotowana wraz z ówczesnym zespołem Roberta – BMW Sauber. Miała skórzany pasek oraz komplikacje daty i chronografu. Ciekawostkę stanowiło ograniczenie serii do 1984 egz., odpowiednio do roku urodzin polskiego mistrza kierownicy. W kolejnych sezonach Certina przygotowała jeszcze dwa czasomierze sygnowane autografem Kubicy i barwami jego ówczesnej ekipy BMW Sauber.

Formuła 1 to obecnie teren, na którym firmy zegarkowe odnalazły się w dosk nały sposób. Niemal każdy z zespołów ma „swój” model zegarka i to specjalnie przygotowany przez firmy, które na piramidzie prestiżu i luksusu nie mają daleko do wierzchołka.

Hublot stworzył ekskluzywny i limitowany Tourbillon z chronografem dla ekipy Ferrari kosztujący 177 tys. dol., a Richard Mille wspiera McLarena podobnym konstrukcyjnie arcydziełem zegarmistrzostwa, wycenionym na ponad 980 tys. dol.

Na tym tle również limitowana edycja Casio Edifice Scuderia Toro Rosso EQB-800TR-1A, zasilana baterią słoneczną i komunikująca się przez Bluetooth ze smartfonem, kosztująca jedyne 1000 dol., jawi się niesłychanie przystępną propozycją. Wart odnotowania jest fakt, że firma przygotowuje również bardziej przystępne cenowo edycje tej serii Edifice, odwołujące się do swojej współpracy z teamem Toro Rosso. Podobny zabieg Casio stosowało, współpracując wcześniej z teamem F1 Honda Racing. Swoje związki ze sportem motorowym firma podkreśla również przez współpracę ze słynnym, japońskim torem Suzuka w prefekturze Mie, gdzie zespół finałowych zakrętów przed metą nosi nazwę „Casio triangle”.

Wielbiciele jednośladów także mogą cieszyć się specjalnymi modelami, chociażby G-Shock powstałym z okazji współpracy z ekipą Suzuki Ecstar, startującą w mistrzostwach świata MotoGP. Natomiast fanom motoryzacji w szerszym aspekcie Casio proponuje chronograf EFS-S540DB z linii Premium, łączący w sobie cechy eleganckiego czasomierza ze sportowymi akcentami.

Dla miłośników wyścigowej jazdy swój model ma oczywiście w ofercie Tag Heuer. Co prawda firma także współpracuje z F1, tworząc np. limitowaną edycję modelu Carrera na potrzeby ekipy Red Bulla, ale w powszechnej świadomości to zupełnie inny zegarek tego producenta jest kwintesencją sportów motorowych. Kwadratowa koperta modelu Monaco zadebiutowała w 1969 r., ale na nadgarstku Steve’a McQueen’a świat ujrzał go dwa lata później w filmie Le Mans, co uczyniło z niezbyt znanego wówczas i kosztującego ok. 400 dol. zegarka o nietypowym kształcie ikonę stylu. Kształt koperty czyni Monaco modelem zupełnie niepodobnym do innych zegarków, a warto wiedzieć, że był to też pierwszy wodoodporny automatyczny chronograf w kwadratowej obudowie. Jak to jednak bywa, po wielkim halo świat nieco o nim zapomniał… aż do 2009 r., kiedy Tag Heuer zdecydował się na przywrócenie modelu i legendy związanej z gwiazdą McQueen’a.

O ile Orisa i Certinę, wspomniane na początku, można traktować jako przystępne propozycje dla początkującego amatora stylowego odmierzania czasu, które kosztują w okolicach 5 tys. zł, o tyle Monaco przenosi nas już w zupełnie inne realia cenowe. Kosztujący w granicach 20 tys. zł Tag Heuer to już bardziej wykwintna propozycja oraz taka, która każe głębiej zastanowić się nad tym, czy zegarkowe zakupy to jeszcze tylko zwykłe dobieranie codziennych akcesoriów czy już początek poważnej kolekcji i lokaty kapitału. Wystarczy zauważyć, że oryginalny Heuer Monaco noszony przez aktora w filmie z wyjściowej ceny 400 dol. został sprzedany na aukcji w 2012 r. za niemal 800 tys. dol.

Warto o tym wspomnieć, bo wielu miłośników zegarkowego szaleństwa przekonuje się, że analogicznie do rynku czterech kółek niektóre zegarki mają wartość i nadal ją zyskują, a inne nie. I wygląd niewiele ma tu do rzeczy, podobnie cena zakupu. I właśnie historia modelu Monaco stanowi doskonałą tego ilustrację. Trzeba wiedzieć, że większość zegarkowych nowości po pewnym czasie popada w niełaskę czy zapomnienie, ale po to, aby po kilku latach powrócić w blasku pełnej chwały i z zupełnie nową, zwielokrotnioną wartością.

Nadużyciem byłoby stwierdzenie, że zegarki znalazły się w świecie samochodowej rywalizacji zupełnie przypadkiem. Wręcz przeciwnie, to przecież za pomocą precyzyjnych stoperów odmierza się czas przejazdu okrążeń czy odcinków specjalnych w rajdach czy wyścigach. W tych imprezach tak samo liczy się precyzja prowadzenia pojazdu jak zanotowanie (czasem nawet z dokładnością do tysięcznej części sekundy) czasu przejazdu. Wiele jest imprez, w których to właśnie te ułamki sekund decydowały o kolejności na mecie. Dlatego dokładne zmierzenie czasu jest tak samo ważne jak ilość koni pod maską startującego bolidu.

Wspomnieliśmy już o wspaniałych wyścigach 24-godzinnych, o rywalizacji Formuły 1, ale jest jeszcze wyścig, który nie tylko wzbudza pożądanie największych producentów samochodów, najlepszych nazwisk na liście zawodników motorsportu, ale również w branży zegarków, a nawet… wody mineralnej. Chodzi oczywiście o włoski klasyk, Mille Miglia, któremu od lat partneruje Chopard, będący „oficjalnym chronometrażystą zawodów”. Rozgrywany od 1927 aż do 1957 r. i następnie wznowiony po kolejnych 20 latach (zauważacie analogie z zegarkowym światem?) ten liczący tysiąc mil wyścig z trasą prowadzącą z Brescii do Rzymu to klasyk klasyków. A dzisiaj stanowi najbardziej prestiżową okazję do pokazania się z klasycznym samochodem, w najbardziej nobliwym towarzystwie świata sportu i biznesu.

 

Powiecie: no tak, dostrzegli marketingową niszę i od razu w nią wskoczyli. Nic bardziej błędnego. Prezes zegarkowej marki, Karl-Friedrich Scheufele, jest po prostu zaciekłym fanem klasycznych samochodów i ścigania. Od 1988 r. sponsoruje więc Mille Miglia, a od 1992 r. również Grand Prix Monaco Historique. W tegorocznym Mille triumfowała co prawda argentyńska załoga w Alfie Romeo 6C 1500 GS Testa Fissa z 1933 r., jednak prezes marki Chopard jechał tuż za nimi, na zmianę ze swoim wieloletnim przyjacielem, kierowcą Jackym Ickxem. Gonili konkurentów, jadąc Porsche 550 Spyder 1500 RS z 1957 r. (podobnym do modelu, którym w 1954 r. startował w Mille Hans Hermann). Aby uczcić 30-lecie związku z wy- ścigiem, Chopard przygotował model Mille Miglia 2018 Race Edition, który zaprezentowano podczas tegorocznych targów zegarkowych w Bazylei. Dostępny w 42-milimetrowej kopercie z różowego złota (limitacja 100 szt.) i stalowej (limitacja 1000 szt.) Mille Miglia 2018 Race Edition ma zakręcany dekiel, który ma przypominać klasyczny wlew paliwa. Przyciski chronometru z kolei ukształtowano na wzór samochodowych tłoków, a polerowane cyferblaty nawiązują do wyglądu deski rozdzielczej w klasycznym aucie sportowym. Te cuda nie tylko zachwycają wyglądem, chociaż różowe złoto koperty bardziej luksusowego modelu ewidentnie sugeruje raczej wizytowy charakter modelu, ale również możliwościami technicznymi – przypomnijmy – mechanicznego zegarka. Jego sercem jest ETA-2892 z modułem Dubois-Depraz i certyfikatem chronometru. Naciąg gwarantuje nieprzerwaną pracę przez 42 godz. z dokładnością do +4/–6 s na dobę. Paski zegarków typu „rally” są oczywiście dziurkowane i mają czerwone przeszycia. Po spodniej stronie znajduje się warstwa gumowana z motywem bieżnika opony Dunlop. Ceny zegarków to ok. 30 tys. zł za złotą i ok. 25 tys. za stalową kopertę.

Zaczęliśmy to omówienie od akcentu polskiego i takim skończymy. Polska tradycja zegarkowa to bowiem nie tylko najsłynniejszy pan Patek z Łodzi, który w Paryżu zbudował wspaniałą markę z panem Philippe, czy jego wspólnik, Franciszek Czapek, powstaniec listopadowy, którego szwajcarska manufaktura konstruuje obecnie jedne z najbardziej ekskluzywnych zegarków świata. To również współcześni pasjonaci techniki dużej i małej, a wśród ich oferty znajdziemy modele ze związkami motorsportu. Marka Xicorr przygotowała bardzo agresywnie wyglądający model F125 Akropolis upamiętniający starty zespołu fabrycznego FSO w tym trudnym, greckim rajdzie. Przypomnijmy, że załoga w składzie Andrzej Jaroszewicz i Andrzej Szulc wystartowała w tej imprezie w 1972 r. samochodem Polski Fiat 125p z numerem startowym 25. Rajd ukończyli na wysokim, 11. miejscu. W projekcie zegarka zachwyca malutki wskaźnik rezerwy chodu wzorowany na paliwomierzu Fiata, a pomimo wielu wersji kolorystycznych najciekawsza jest ta z akcentami w kolorze Bahama Yellow, jak na rajdowym samochodzie. Zegarek kosztuje 1800 zł.

Wideo

!! Wyprzedzamy nowotwór
Menadżer Floty w Genewie - TOYOTA
Menadżer Floty w Genewie - LEXUS
Menadżer Floty w Genewie - VW
  •  image
  •  image
  •  image
  •  image
[Pierwsza jazda] Test Infiniti Q30
[Fotorelacja] Motor Show 2016

Aktualności