[W MAGAZYNIE] Pierwsza jazda Suzuki Jimny

Suzuki zbudowało samochód terenowy zgodnie z przyjętą ideą kei-car – Jimny. Ramowa konstrukcja, mechaniczna blokada mostów, reduktor – wszystko to, czego potrzebuje miłośnik przełajów 4×4. Do tego pudełkowe nadwozie z kątami prostymi. Ta surowa terenówka właśnie zdobyła nagrodę Światowego Samochodu Roku w kategorii… samochód miejski, a czas oczekiwania na auto w salonie to minimum rok.

Tekst: Leszek Cieloch

Nikt tak naprawdę nie wie, prawdopodobnie nawet sam producent, skąd bierze się tak niesłychana popularność Jimny’ego od momentu jego październikowej premiery. Gotowe egzemplarze momentalnie zniknęły ze stocku Suzuki, fabryki nie są w stanie sprostać zamówieniom, zaś czas oczekiwania to minimum rok od zamówienia (sic!). Co więcej? Jeden z redaktorów postanowił sprzedać małego Suzuki po cenie znacznie wyższej niż katalogowa, aby zrozumieć jego fenomen. Efekt? Chętnych nie brakowało, zaś cena na licytacji poszybowała znacznie powyżej najśmielszych oczekiwań.

Suzuki Jimny jest kolejną ewolucją bardzo popularnych małych terenówek, które zaskarbiły sobie sympatię miłośników przygód na całym świecie. Japoński producent niespecjalnie nawet się skupił na nowinkach technologicznych, które są wprowadzane do dzisiejszej motoryzacji. Wręcz przeciwnie. Technologia, z którą mamy do czynienia w tej tere- nówce „XXI w.”, to rama nośna, sztywne zawieszenie osi ze sprężynami śrubowymi i napęd na cztery koła z przekładnią redukcyjną. Moc jest przenoszona przez 4-stopniową skrzynię automatyczną lub 5-stopniowy manual. Znajdziemy tam co prawda klimatyzację, a nawet elektrycznie otwierane szyby. Ale czy to wy- starczy, aby klientów ogarnęło niemal biblijne szaleństwo? Otóż tak!

Jimny bowiem jest takim najlepszym kumplem, który nigdy nie powie „nie”, a przy realizacji Twoich głupich pomysłów będzie Ci zawsze towarzyszył. Nie będzie marudził, kiedy usłyszy „raz kozie śmierć”. Będzie fajnym towarzyszem w ekstremalnej wyprawie, dzielnie zniesie zakupy, a jeśli trzeba będzie nieco pobrudzić się w błocie na złość żonie lub mężowi, to też nie powie „nie”. Problem w tym, że to Ty zbierzesz burę, a nie on. Wszyscy wiemy, że prawdziwa przyjaźń jest bezcenna, a Jimny jest właśnie takim mechanicznym „ziomem”. Jego prostota jest jego największą wartością, kiedy w czasie wyścigu technologicznego on przechodzi obojętnie, bo po prostu może.

Suzuki najwyraźniej świadomie zaryzykowało, montując pod skorupą tego sympatycznego autka to, co miłośnicy aut 4×4 cenią najbardziej. W bryle Jimny’ego wielu doszukało się zbieżności z wyglądem Mercedesa Klasy G, zaś firmy tuningowe zaczęły tworzyć całe linie związane z tymi dwoma autami. Różnica jednak jest zasadnicza nie tylko w gabarytach, ale przede wszystkim w cenie. Jimny bowiem w najtańszej wersji kosztuje 67 900 zł, Klasa G – nawet 5 razy więcej. Jeżeli chcemy maksymalnie doposażyć małe Suzuki, nie wydamy więcej niż 90 000 zł. Tym samym Jimny na rynku nie ma absolutnie żadnej konkurencji.

Producent, aby nadać sznytu Jimny’emu, proponuje odważne kolory, jak również całkiem sporą ilość dodatków, które pozwolą nam nieco spersonalizować tego młokosa. Na tym jednak opcje się kończą, ale jest to po prostu wystarczające.

Wszechstronne zastosowanie samochodu zostało docenione na całym świecie, zaś apogeum jego sukcesu to wspomniany prestiżowy tytuł Światowe- go Samochodu Roku (WCOTY) w kategorii auto miejskie roku, który został ogłoszony podczas niedawnego Salonu Samochodowego w Nowym Jorku. Szkoda tylko, że na samochód trzeba tak długo czekać.