[Felieton Kornackiego] Poznańskie emocje

Jeszcze nie wygasły światła wiosennego salonu genewskiego, a już większość światowych i europejskich nowości zawitała do Polski. Co prawda gros z nich jeszcze nie ma w salonach sprzedaży, ale już mogliśmy obejrzeć, dotknąć i posmakować tego, co w motoryzacji będzie grało pierwsze skrzypce w nadchodzącym sezonie.

Poznań Motor Show – tak nazywa się nasz, rodzimy samochodowy pokaz. Największy w kraju i podobno czwarty co do wielkości w Europie. Niech pomyślę… Genewa, Frankfurt, Paryż – to na pewno Wielka Trójka, więc po zniknięciu z wystawienniczego kalendarza targów w Lipsku chyba faktycznie Poznań znajduje się tuż za podium! Pogratulować! Razi mnie tylko angielska nomenklatura naszej samochodowej wystawy. Dlaczego nie nazwać jej: Poznański Salon Samochodowy albo Wystawa Motoryzacyjna w Poznaniu? Przecież wszystkie inne imprezy tego typu noszą z chlubą rodzime nazwy i nikomu to nie przeszkadza.

Cóż, u nas musi być światowo, więc organizator zapraszał wybranych na „Press Night”, potem na „VIP Night”, zaś na koniec dnia prasowego grono dziennikarzy miało zaszczyt przyznać… no właśnie, nie NAGRODĘ, tylko „Motor Show Award”. Dlaczego? Leo! Why? (że zacytuję klasyka). A mogło być tak pięknie – moim zdaniem warto korzystać z dobrodziejstw rodzimego języka, choćby dlatego, że jest to NASZA wystawa i nie ma co się wygłupiać z wręczaniem ałordów, kiedy można wręczyć nagrody. Rodzi kompleksy fakt, że polska produkcja samochodowa nie istnieje, ale polszczyznę mamy bogatą i piękną. Nie odsyłajmy jej pochopnie do lamusa.

Było kilka ważnych wydarzeń na poznańskim salonie. Przede wszystkim odbyła się tutaj po raz pierwszy w nowożytnej historii targów prawdziwa europejska premiera konkretnego modelu samochodu. Po raz pierwszy w Europie Hyundai pokazał swój model Elantra i z tego wydarzenia możemy być dumni – oby więcej tak ważnych dla motoryzacyjnego rynku nowości pokazywano właśnie nad Wartą. Kolejnym ważnym punktem był wjazd na salony luksusowego Maserati Levante: polska prapremiera (po salonie genewskim) prezentacji tego pięknego samochodu odbyła się w Warszawie, w Arkadach Kubickiego, by po nocy spędzonej na lawecie zabłysnąć chwilę później w jednej z targowych hal. Cieszy mnie ogromnie, że nie Nowy Jork, Dubaj czy Szanghaj, a właśnie Warszawa, a po niej Poznań okazały się miastami premierowych pokazów Levante. A propos Levante, określenie to w języku włoskim oznacza śródziemnomorski wiatr, który zwykle jest spokojny, ciepły i przyjazny, ale w każdej chwili może przerodzić się w porywisty wicher niosący zmiany w pogodzie – oczekujemy, że przywieje dobrą zmianę na nasz samochodowy rynek. Z tego, co udało mi się podsłuchać, do Maserati Levante będą przesiadać się głównie właściciele Porsche Cayenne Turbo oraz Range Rovera Sport, a prawie wszystkie egzemplarze przewidziane na polski rynek w 2016 r. zostały już sprzedane. Brawo.

Kolejnym ważnym wydarzeniem targów w Poznaniu było spotkanie z polskim stylistą samochodów na co dzień pracującym dla Audi w Ingolstadt – Kamilem Łabanowiczem. Ten wciąż skromny, sympatyczny i zafascynowany swoją pracą chłopak z Tychów zrobił oszałamiającą karierę w niemieckim koncernie, gdzie kieruje dzisiaj siedmioosobowym zespołem projektowym. Ostatnio stworzył pojazd koncepcyjny o napędzie elektrycznym. I co najważniejsze, to auto istniejące zaledwie w jednym egzemplarzu mogliśmy zobaczyć w hali nr 3. Wspaniały duet! Nowy e-tron prężył muskuły, a Kamil opowiadał o nim z takim zaangażowaniem przez dwa dni i dwie noce, że prawdopodobnie (niczym pani po dwunastogodzinnej zmianie pracująca w radio taxi) gdy wrócił do domu, nie odzywał się do nikogo przez minimum dwie doby. I słusznie, bo doskonale wykonał swoją pracę.

Poznańską wystawę obszedłem kilkukrotnie i duże wrażenie wywarła na mnie jakość stoisk (tu podium dla: BMW za możliwość zrobienia zdjęcia z wirtualnym samochodem, Rolls-Royce’a za estetykę ekspozycji i Mercedesa za okazałość i rozmiar stoiska). Zachwycały oświetleniem, dynamiką konferencji prasowych, a także dostępnością ekspertów i rzeczników prasowych koncernów (pozdrawiam Was wszystkich!).

Nie mamy się czego wstydzić. Poznańskie targi odwiedziło w tym roku ponad 130 tysięcy osób, w tym wielu moich znajomych, którzy w weekend, sami, z dziećmi czy też ze znajomymi wsiadali w pociągi, samochody i gnali, żeby posmakować tych pięknych samochodowych nowości. Gdyby tylko nazewnictwo zechciało zmienić się na polskie, byłoby wręcz idealnie!

Adam Kornacki

Dziennikarz motoryzacyjny, producent programów TV, prezenter, kierowca wyścigowy, perkusista, kolekcjoner gitar, miłośnik mocnej muzyki.

Felieton pierwotnie ukazał się w magazynie „Menadżer Floty”, nr 4/2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *