[TEST] Ford S-Max – Dwulicowość zapisana w genach

Ford pokusił się o zrobienie niemożliwego. Postanowił połączyć przyjemność jazdy sportowym samochodem z rodzinnym vanem. Czy taki mix jest w ogóle możliwy?

Parę lat temu najsłynniejszy dziennikarz motoryzacyjny na świecie powiedział, że nie ma bardziej dosadnej rzeczy twierdzącej, że machnęło się ręką na swoje życie jak kupienie vana. Te słowa zawsze gdzieś krążą z tyłu mojej głowy i z takim właśnie nastawieniem jechałem odebrać Forda S-Maxa. W końcu czy może coś być zaskakującego w aerodynamicznie zaprojektowanej szafie? Raczej nie. Pierwszy rzut oka na samochód nie wzbudził we mnie żadnych wartych uwagi emocji. Duży, opływowy, naładowany niczym messerschmitt designersko zaprojektowanymi wstawkami, mającymi być niczym nutka pieprzu do łagodnej potrawy. Jednak jak na vana przystało nieco udawana postawa bycia „usportowionym” autem budzi raczej uśmiech niż respekt.

Nie zastanawiając się długo wsiadłem do środka gdzie zostałem zaskoczony ilością przestrzeni. Można powiedzieć, że nie jest to samochód dla osób z agorafobią. Praktycznie w każdej płaszczyźnie jest na tyle miejsca, że niektóre pomieszczenia mojego mieszkania są mniejsze i gorzej urządzone.

Faktycznie Ford projektując S-Maxa pamiętał, że to właśnie we wnętrzu ma być komfortowo i wygodnie. Udało im się to zrobić na piątkę. Materiały użyte do wykończenia wnętrza nie odstraszają, a wręcz zaskakują. Deska rozdzielcza, zegary, kierownica czy dotykowy ekran multimediów są zapożyczone z innych modeli marki ale to akurat dobrze bo prezentują się naprawdę wyśmienicie.

Rozglądając się dalej po aucie i powoli rozpływając się w fotelu, nie sposób nie dostrzec niezależnych siedzeń w drugim rzędzie. Możliwość ich regulacji w praktycznie każdej płaszczyźnie z pewnością spodoba się członkom rodziny. Do tego dochodzi możliwość powiększania przestrzeni ładunkowej i niezliczona wręcz liczba schowków, dzięki czemu wyjazd na wakacje ma szanse nie być logistyczną udręką.

Po 15 minutach siedzenia w S-Maxie moje zdanie o tej „szafie na kołach” nieco się zmieniło. W końcu doszukując się plusów doszedłem do wniosku, że jest to szafa ale za to jaka pakowna! Nie tracąc więcej czasu ruszyłem w drogę.

Niczym z procy wstrzeliłem z miejsca. Okazało się, że pod maską S-Maxa drzemie 180-konny silnik wysokoprężny dysponujący 400Nm maksymalnego momentu obrotowego i zsynchronizowany z 6-biegową przekładnią automatyczną. Taki zestaw sprawiał, że foremna szafa zaskakiwała dynamiką jazdy. Według danych katalogowych sprint do setki trwa 9,5 sekundy, a maksymalnie rozpędza się do 208 km/h. Choć miałem okazję jeździć nie jednym samochodem to w S-Maxie przyspieszenie odczuwa się ze zdwojoną siłą. Do tego dochodzi jeszcze kwestia zużycia paliwa, które o dziwo jest prawie nie zauważalne. W mieście nie problem zmieścić się w 8 l/100 km i to przy dynamiczniejszej jeździe, a na trasie jest jeszcze lepiej ponieważ 6 l/100 km nie stanowi większego wyczynu.

Tylko co z tego, że mocy w aucie mamy pod dostatkiem, skoro w większości vanów wszystko psuje zawieszenie? I tutaj po raz kolejny muszę pochwalić inżynierów Forda. Nie wiem jakim cudem ale sprawili, że S-Max mimo swoich gabarytów dobrze się prowadzi i nie jest typowym przedstawicielem kanapowozów ze sztywnością niczym wodne łóżko. Jest to auto, które potrafi zaskoczyć w pozytywny sposób. Miałem okazję zrobić paręset kilometrów w trasie tym samochodem i była to o dziwo duża frajda. Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa. Auto jest po prostu naszpikowane systemami, które w razie naszego błędu zrobią wszystko co w ich mocy aby nas uratować. Dla przykładu na wyposażeniu auta są: Blind Spot Informaciton z Cross Traffic Alert, Lane Keeping Alert, Lane Keeping Aid, Flare-Free Auto High Beam, Driver Alert czy choćby Pre-Collision Assist. Te wszystkie systemy odpowiadające m.in. za ostrzeganie przed nadjeżdżającymi pojazdami podczas cofania, badaniu koncentracji kierowcy czy wspomagające kierowcę w unikaniu lub zmniejszaniu skutków kolizji z poprzedzającymi pojazdami lub pieszymi sprawiają, że w tej nowoczesnej szafie poczujemy się bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej.

Na koniec mogę jedynie powiedzieć, że Ford dokonał czegoś praktycznie niemożliwego. Połączył sportowe zacięcie z wygodą, komfortem i bezpieczeństwem. Po paru dniach spędzonych z S-Maxem można jedynie stwierdzić, że w takim aucie możemy machnąć ręką na swoje życie bo w efekcie może być ono ciekawsze niż nam się wydaje. Tylko dlaczego za wszystko co dobre trzeba tyle płacić. Wersja podstawowa kosztuje od 141 800 zł, a wariant testowy wyceniony jest na 186 600 zł. Według mnie to sporo ale ostateczną ocenę pozostawiam Wam.

Maciej Gis

Ford S-Max – dane techniczne:

Długość/szerokość/wysokość 4796/1916/1658 mm
Rozstaw osi 2849 mm
Objętość bagażnika 1035 l
Liczba miejsc  7
Silnik diesel, R4, ustawienie wzdłużnie, 1997 cm3
Moc 180 KM przy 35000 obr/min
Maksymalny moment obrotowy 400 Nm w zakresie 2000-2500 obr/min
Skrzynia biegów 6-stopniowa, automatyczna PowetShift
Napęd FWD
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h  9,5 s
Prędkość maksymalna  208 km/h
Średnie spalanie (dane producenta) 5,4 l/100 km
Cena (podstawowa) 141 800 zł
Cena (egz. testowy) 186 600 zł

Sprawdź też inne testy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.