[TEST] Ford KA+, czyli rozsądek i ekonomia

Zaprezentowany po raz pierwszy w 1996 r. Ford KA był dużym sukcesem rynkowym. To miejskie auto przyciągało klientów oryginalnym designem, ale przede wszystkim cenami. A jaka jest ostatnia, trzecia generacja, czyli KA+? Mieliśmy okazję poznać ją bliżej – do naszego testu trafiła wersja TREND Plus z silnikiem 1.2 TI-VCT o mocy 85 KM.

Tekst i zdjęcia: Jolanta Stypułkowska

Pierwsze KA produkowane było aż 12 lat i w tym czasie pojawiły się też jego ciekawe wersje specjalne, m.in. SportKa czy StreetKa. Łącznie sprzedano niemal 1,4 mln szt. tego modelu. W roku 2008 we współpracy z Fiatem powstało nowe KA, które produkowano przez kolejne 8 lat w Tychach. Samochód ten oparto na nieco innej koncepcji, ale nie powtórzył on już sukcesu poprzednika. Ostatni Ford KA opuścił tyskie zakłady w 2016 r. W Europie nabywców znalazło łącznie nieco ponad pół miliona egzemplarzy drugiej generacji tego modelu (w tym samym czasie poprzednik miał dwukrotnie większą sprzedaż).

Trzecia odsłona Forda Ka

Trzecie wcielenie Forda KA pierwszy raz pokazano na salonie w São Paulo w 2014 r. Zgodnie ze strategią marki One Ford na każdym rynku samochód jest taki sam, choć są różnice w wyposażeniu. W porównaniu do poprzedników oparty jest na zupełnie innej koncepcji – po raz pierwszy KA awansował z segmentu A do B, a podstawową wersją nadwozia jest 5-drzwiowy hatchback. Największe zmiany we wnętrzu to: system SYNC 3 nowej generacji (zastąpił SYNC), 6,5-calowy ekran oraz komunikacja z aplikacjami na smartfony. Opracowano go z myślą o klientach z Brazylii i Indii. Produkowany jest w indyjskich zakładach Forda w Samandzie. Po raz pierwszy w gamie KA pojawiła się także wersja sedan, przeznaczona wyłącznie na rynek Południowej Ameryki. Dwa lata po debiucie na rynkach Ameryki Południowej, Azji i Afryki Ford wprowadził na rynek europejski nieco zmodyfikowaną trzecią generację KA pod nazwą KA+. Zakładano, że auto będzie konkurowało z budżetowymi miejskimi hatchbackami, a przede wszystkim z Dacią Sandero.

Do naszego testu redakcyjnego trafił egzemplarz po liftingu, który miał miejsce w 2018 r. – zmieniono zderzaki, atrapę chłodnicy i poprawiono moment obrotowy silnika benzynowego 1,2 l z w opcją start-stop.

Za kierownicą

Poprzednik był udanym autem klasy mini, ale raczej 2-osobowym. W przypadku KA+ wnętrze jest bardziej przestronne – zarówno z przodu, jak i z tyłu podróżujący nie będą narzekać na ilość miejsca. Zegary analogowe są czytelne, a obsługa wszystkich funkcji prosta, więc użytkownicy starszych modeli Forda nie będą z tym mieli najmniejszych problemów. Ogólnie kabina KA+ przypomina poprzednią generację Fiesty. Jakość materiałów jest przeciętna, plastiki twarde, ale do ich montażu i ergonomii nie mieliśmy większych zastrzeżeń. Dobrze, że jest półka pokryta gumową wykładziną, znajdująca się nad wejściami USB, AUX i gniazdem 12 V oraz sporo schowków. Jak na budżetowy samochód fotele są całkiem wygodne i nawet dłuższa trasa nie jest bardzo męcząca. Szkoda tylko, że kierownicę można regulować wyłącznie w jednej, pionowej płaszczyźnie. Pojemność bagażnika to 270 l (z zestawem naprawczym zamiast koła), co w przypadku tej klasy nie jest złym wynikiem. Po złożeniu oparć tylnych siedzeń robi się niestety spory próg. To, że mamy do czynienia z autem budżetowym, usłyszymy i poczujemy już przy pierwszym zamykaniu drzwi czy klapy bagażnika.

KA+ ogólnie prowadzi się pewnie, także na zakrętach, jest zwrotne, ale w przypadku większych nierówności nawierzchni zawieszenie nie radzi sobie najlepiej z ich tłumieniem. W testowanym egzemplarzu pod maską pracował mocniejszy z dwóch silników benzynowych – 3-cylindrowy, wolnossący o pojemności 1,2 l, mocy 85 KM i momencie obrotowym 115 Nm, zestawiony z 5-biegową manualną skrzynią biegów. Taka konfiguracja jest wystarczająca do spokojnego przemieszczania się z punku A do B, natomiast zdecydowanie nie polecamy tego samochodu osobom, które lubią szybką jazdę i chcą się wyróżniać na drodze. Według katalogu auto przyspiesza do setki w 13,5 s, a jego prędkość maksymalna to 169 km/h, jednak tych wartości nie mieliśmy okazji sprawdzić. Zweryfikowaliśmy natomiast zużycie paliwa. W naszym teście Ford KA+ potrzebował średnio 7,5 l/100 km, podczas gdy producent podaje średnie spalanie na poziomie 5 l/100 km. Należy jednak zaznaczyć, że dużo jeździliśmy po zakorkowanym mieście.

Koniec sprzedaży w Europie

Cena podstawowej wersji testowej TREND Plus z 85-konnym silnikiem benzynowym to 47 950 zł – mamy za to w standardzie manualną klimatyzację, 4-głośnikowe audio wraz z zestawem głośnomówiącym z Bluetooth, gniazdo USB, 6 poduszek powietrznych, ESC czy układ ułatwiający ruszanie na wzniesieniach (HSA). Są ponadto elektryczne przednie szyby, centralny zamek, światła do jazdy dziennej czy elektrycznie sterowane lusterka boczne. Warto też wspomnieć, że za najtańszą wersję TREND z silnikiem 1.2 TI-VCT o mocy 70 KM zapłacimy w podstawie 44 050 zł, natomiast za najdroższą odmianę z silnikiem wysokoprężnym 1.5 TDCI 95 KM – 60 100 zł. Wersja ACTIVE 1.2 TI-VCT 85 KM kosztuje 56 350 zł.

Podsumowując, Ford KA+ nie jest oczywiście idealny, ale ma swoje zalety – jest dość przestronny, nieźle wykonany, prosty w obsłudze, całkiem dobrze się prowadzi. Jeśli ktoś poszukuje uniwersalnego samochodu do poruszania się głównie po mieście, a do tego za niewygórowaną cenę, to warto rozważyć zakup najmniejszego z Fordów.

Czas pokazał jednak, że w Europie model się ten nie przyjął – w ciągu ostatnich 3 lat sprzedano zaledwie około 160 tys. sztuk KA+. Jednym z powodów tego jest niewątpliwie fakt, że zbyt mała różnica w cenie dzieliła go od przestronniejszej i lepiej wyposażonej Fiesty, której najtańsza, podstawowa wersja z silnikiem benzynowym 1.1 o mocy 85 KM kosztuje 49 100 zł. Ford zdecydował, że z końcem 2019 r. KA+ zostanie wycofany z rynku europejskiego i nie będzie miał następcy. Po 23 latach nazwa KA zniknie więc z portfolio Forda na Starym Kontynencie. Oprócz słabej sprzedaży, model ten przestaje też spełniać europejskie normy emisji spalin, które zaczynają obowiązywać od 2020 r. Oferowanie małego, taniego auta w Europie staje się więc dla Forda nieopłacalne.

Galeria