[TEST] Ford Edge ST-Line – Amerykanin w Warszawie

Do naszej redakcji trafił Ford Edge, który kilka miesięcy temu poddany został modernizacji. Szybki styl życia i zmieniające się preferencje klientów wymuszają na producentach ciągłe zmiany swoich produktów. Ford mocno wsłuchuje się w te głosy i sprawnie wciela w życie przyjazne kierowcom projekty.

Tekst i zdjęcia: Michał Garbaczuk

Karoseria budzi respekt

Pędzące do przodu informatyzacja i technologia sprawiają, że chcemy więcej i więcej. A skoro chcemy więcej, to Ford mówi do nas: „Proszę bardzo” i daje nam swojego odświeżonego, napakowanego technologiami SUV-a. Zwalista i muskularna sylwetka budzi respekt. Ogromny chromowany grill przechodzi płynnie w przestylizowane reflektory, zaprojektowane w całości przy wykorzystaniu technologii LED. Wysoko poprowadzona maska i duża powierzchnia blach budzą szacunek, ale zapewniają także poczucie bezpieczeństwa. Potężne drzwi zostały przedłużone na wysokości progu, zasłaniając go szczelnie po to, by pasażerowie nie brudzili ubrań podczas wysiadania z auta podczas gorszej pogodowej aury.

Tylne reflektory zyskały nowy kształt diodowej listwy i trójwymiarową strukturę poszczególnych świateł. Dopełnieniem i ozdobą sylwetki są wielkie 20-calowe koła.

Komfort dla pięciu osób

Wnętrze zdecydowanie podąża za tym, co Edge prezentuje na zewnątrz. Mocno rozbudowana deska rozdzielcza przechodzi płynnie w konsolę środkową. Pozycja za kierownicą jest dostojna, ale bardzo wygodna. Siedzenia obite miękką skórą i Alcantarą doskonale opasują ciało kierowcy, jakby chciały powiedzieć: „Zrelaksuj się, będzie ci tu miło i komfortowo”. Poczucie bezpieczeństwa budzi także gruba, mięsista kierownica. Chwyt jest pewny, a skóra przyjemna w dotyku. Centralny 8-calowy wyświetlacz jest furtką do rozbudowanego systemu Sync 3, który steruje nawigacją, systemem audio, a także zapewnia dostęp do aplikacji telefonu po połączeniu go za pomocą Android Auto czy Apple CarPlay.

Tylna kanapa została tak zaprojektowana, by sadzać na niej VIP-ów. Przestrzeni w każdym kierunku jest tyle, ile w rasowej limuzynie. Zapewnienie pasażerom maksimum komfortu i przestrzeni przełożyło się nieco na wielkość bagażnika. Oczywiście, nie jest on mały, ale patrząc na sylwetkę dużego SUV-a, oczekiwałem przestronnego salonu. Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Plus za koło zapasowe pod podłogą.

Skok do klasy premium?

Podczas jazdy w samochodzie panuje kompletna cisza. Do uszu nie docierają żadne odgłosy, a ogromne przecież nadwozie zdaje się przepływać ponad nierównościami drogi. Zawieszenie pozostaje przy tym przyjemnie sprężyste, ultrakomfortowe. Ford jest światowym specjalistą w budowaniu doskonałych układów jezdnych i trudno znaleźć tak dobrze prowadzącego się SUV-a nawet wśród reprezentantów klasy premium. Ford zresztą zauważył przywiązanie klientów do swoich produktów i dla tych, którzy chcą aspirować do wyższej klasy, stworzył linię Vignale. Nawiasem mówiąc, testowanej wersji ST-Line także niczego nie brakuje. Wróćmy jednak do naszego egzemplarza i ciszy. Jak napisałem, zawieszenie spełni wymagania najbardziej wymagających klientów. W tym samym tonie pozostają ogólne wyciszenie kabiny i dbałość o zapewnienie pasażerom maksymalnego komfortu. Podczas szybkiej jazdy nie docierają do nas żadne hałasy ani szumy pochodzące od karoserii. Aż dziw bierze, że można tak skutecznie odizolować się od świata zewnętrznego. I w tym miejscu proszę o uwagę, bo inżynierowie zastosowali tu pewien technologiczny fortel. Samochód wyposażony został w układ redukcji hałasu Active Noise Control, który składa się z szeregu czujników i mikrofonów wychwytujących przeszkadzające nam fale dźwiękowe, a one z kolei niwelowane są za pomocą wysłania odwrotnej fali dźwiękowej z systemu audio.

Autostrada jest jego żywiołem

Dwulitrowy, podwójnie doładowany motor połączono z 8-biegową skrzynią biegów. Silnik jest zupełnie nową konstrukcją i zastosowano w niej dwie sekwencyjnie pracujące turbosprężarki. Pierwsza odpowiada za rozpędzanie auta od „zera”, druga dołącza się po osiągnięciu przez silnik wyższych obrotów i daje mu jakby drugi oddech. Wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Auto ciągnie od najniższych obrotów i bardzo dynamicznie się rozpędza. Wyniki przyspieszania na papierze nie imponują (producent podaje, że do osiągnięcia 100 km/h Edge potrzebuje 9,6 s), ale wrażenia subiektywne są zdecydowanie bardziej korzystne. Poza tym SUV Forda pokazuje swoją siłę dopiero po przekroczeniu tej prędkości. Moment obrotowy 500 Nm pcha wielkie cielsko do przodu z niezmienną siłą i pozwala mu zrobić porządek na lewym pasie autostrady. Zresztą samochód, który pochodzi z rynku amerykańskiego, stworzony został, by połykać nim kolejne kilometry i najlepiej czuje się w długich trasach.

Co prawda Ford wyposażył Edge’a w układ kierowniczy o zmiennym przełożeniu i da się tym samochodem manewrować również w mieście, ale 2 m szerokości i prawie 5 m długości predestynują go jednak do długich podróży. W trasie auto spala średnio około 8 l na 100 km. Praw fizyki nie da się oszukać i wysokie, muskularne nadwozie oraz masa ponad 2100 kg robią swoje. Szybka jazda autostradą sprawi, że komputer wyświetli liczbę dwucyfrową. W mieście również trzeba liczyć 10–11 l. Są to jednak wartości zbieżne z tym, co oferują konkurenci, dlatego nie będę się czepiać.

Ford Edge w wersji wyposażenia Trend, dwulitrowym motorem EcoBlue o mocy 190 KM, naędem na wszystkie koła i 6-biegową manualna skrzynią, wyceniony został na 172 000 zł. W wyprzedażowej promocji można zaoszczędzić nawet 12 100zł i kupić auto za 159 900zł. Testowany przez nas egzemplarz w wersji ST-Line z podwójnie doładowanym, dwulitrowym silnikiem wysokoprężnym EcoBlue o mocy 238 KM, napędem na wszystkie koła i 8-biegową automatyczną skrzynią biegów, to wydatek 222 850 zł, według cennika. Dołożenie kilku „ekstrasów” wywinduje cenę do ponad 250 000 zł. To dużo. Może nawet zbyt dużo, by odnieść rynkowy sukces. Auto jest jednak kompletnie wyposażone i może być świetną „czapką niewidką” dla osób, które nie chcą się afiszować ze swoim statusem materialnym.

Auto jest doskonałym kompanem w trasie i fantastycznie izoluje kierowcę od świata zewnętrznego. Daje tak ważne w dzisiejszych czasach poczucie spokoju i bezpieczeństwa, a cisza, nawet jeśli generowana przez system audio, sprawia, że świetnie wykończony samochód staje się oazą, szklanym kloszem, który chroni nas przed złem zewnętrznego świata. Wiem, brzmi to jak reklama, ale nie obraziłbym się, gdybym mógł częściej chować się w takim azylu.

Galeria