Formuła 1 – O krok od tragedii w Bahrajnie

Na pierwszym okrążeniu Grand Prix Bahrajnu doszło do spektakularnego, a zarazem bardzo poważnego wypadku Romaina Grosjeana, którego samochód zaczepił o pojazd Daniiła Kwiata, a następnie czołowo uderzył w barierę ochronną. Siła uderzenia była tak duża, że Haas prowadzony przez Francuza przebił metalową bandę, rozpadł się na dwie części i stanął w płomieniach. Na szczęście, a właściwie dzięki odpowiednim zabezpieczeniom, kierowcy nic poważnego się nie stało.

Tekst: Tomasz Szmandra

Kilkanaście sekund po wypadku do feralnego zakrętu nr 3 dotarł samochód bezpieczeństwa i rozpoczęła się akcja ratownicza. Użycie ręcznych gaśnic początkowo nie dało pożądanego rezultatu, ale kierowca sam wydostał się ze szczątków pojazdu, a przy pomocy delegata medycznego FIA (Międzynarodowej Federacji Samochodowej) dr Iana Robertsa sforsował resztki bariery i znalazł się pod opieką ratowników. „Romain był bardzo roztrzęsiony, a wizjer jego kasku dosłownie się stopił od ognia. Udało mi się sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku, a następnie zaprowadziliśmy go do karetki” – relacjonował Roberts. Grosjean został przetransportowany do szpitala wojskowego Bahrain Defence Force Royal Medical Services. Początkowo podejrzewano uraz żeber, ale prześwietlenia nie wykazały żadnych złamań. Francuz doznał przede wszystkim poparzeń dłoni i decyzją lekarzy pozostanie w szpitalu na obserwacji co najmniej do poniedziałku.

W godzinach wieczornych kierowca zespołu Hass opublikował krótki film na jednym z portali społecznościowych, w którym przekazał aktualne informacje na temat swojego stanu zdrowia i podziękował wszystkim służbom ratowniczym za udzieloną mu pomoc. Wspomniał też o systemie Halo, który ma za zadanie chronić głowę kierowcy. Wprowadzenie go, jako obowiązkowego wyposażenia bolidów od 2018 r., nie spotkało się z entuzjazmem części kierowców, wśród których był również… Grosjean. Teraz jednak patrzy na to inaczej – „Kilka lat temu nie byłem zwolennikiem Halo, ale teraz myślę, że to jest najlepsza rzecz, jaka została wprowadzona w Formule 1. Gdyby nie to, dzisiaj bym z wami nie rozmawiał”.

System Halo, zwany też aureolą, chroni głowę kierowcy nie tylko przed uderzeniami przez większe przedmioty (oderwane w czasie wypadku opony czy elementy karoserii), ale – jak pokazał wypadek w Bahrajnie – także podczas zderzenia z barierą, która pod wpływem impetu uderzenia została rozerwana. W historii Formuły 1 nie brakuje przykładów, kiedy tego typu wypadki kończyły się nawet śmiercią zawodnika. W 1974 r. podczas Grand Prix USA na torze Watkins Glen Austriak, Helmut Koenig, w bardzo podobnym zderzeniu również przebił barierę ochronną, tyle że górna jej część pozbawiła go… głowy. Wówczas nikt jeszcze nie słyszał o systemie Halo.

Po ponad półtoragodzinnej przerwie wyścig w Bahrajnie wznowiono, a na mecie jako pierwszy zameldował się Lewis Hamilton, który dwa tygodnie temu zapewnił już sobie siódmy tytuł mistrza świata. Oczywiście Brytyjczyk także nie krył swoich emocji związanych z wypadkiem kolegi z toru. „To były naprawdę szokujące obrazki. Rzecz w tym, że kiedy wsiadamy do samochodu, wiemy, jak bardzo ryzykujemy. Szanuję to niebezpieczeństwo i zdaję sobie z tego sprawę. Nie wiem, jakie tam było przeciążenie, ale musimy być wdzięczni, że Halo zadziałało. Dobrze, że ta bariera go nie przecięła, bo mogło być o wiele gorzej” – powiedział kierowca Mercedesa.

Mrożący krew w żyłach wypadek Romaina Grosjeana na Bahrain International Circuit jest kolejnym przykładem tego, na jak wysokim poziomie jest bezpieczeństwo we współczesnej Formule 1. Mimo to, władze FIA zamierzają podjąć działania mające na celu uniknięcie tego typu sytuacji w przyszłości. Chodzi przede wszystkim o zbadanie skuteczności działania barier ochronnych typu Armco oraz przyczynę tak gwałtownego pożaru. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że 100-procentowego bezpieczeństwa w tym sporcie prawdopodobnie nigdy nie uda się zapewnić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *