Isuzu D‑Max to nadal pick‑up do pracy, ale w najnowszej wersji japońscy inżynierowie dopracowali nie tylko trwałość – tym razem z powodzeniem połączono roboczy charakter z większym komfortem użytkowania na co dzień.
D‑Max obecny na rynku europejskim w 2025 r. przeszedł lifting. Zmiany widoczne na zewnątrz to m.in. wyższa linia maski, ostrzej narysowane, węższe reflektory LED-owe, a także przeprojektowane grill i zderzak. W testowanej wersji LSE Double Cab chromowane listwy i relingi dachowe podkreślają jego charakter. Auto jest teraz bardziej nowoczesne i masywne. Nadal nie epatuje luksusem, ale nie wygląda już jak pojazd stricte użytkowy sprzed dekady.
Więcej w kabinie
Sporo zmian zobaczymy we wnętrzu. Mamy tu klasyczną, przejrzystą, logicznie ułożoną deskę rozdzielczą, z dużymi przyciskami, co na pewno doceni każdy, kto pracuje w trudnych warunkach. Jednocześnie inżynierowie z Isuzu poprawili to, co zdecydowanie wymagało dopracowania, czyli cyfrową strefę auta. W testowanej wersji mamy ekran o przekątnej 9 cali z bezprzewodową obsługą Apple CarPlay i Android Auto, a także większy niż u poprzednika wyświetlacz między zegarami.
A materiały? Nadal twarde, ale za to lepiej spasowane. Podczas testu nic nam nie trzeszczało ani nie piszczało. Fotele przednie są wygodne i – co istotne szczególnie podczas wielogodzinnej jazdy – mają podparcie lędźwiowe dla kręgosłupa. W naszej wersji testowej LSE Double Cab obite były skórzaną tapicerką, podgrzewane i wentylowane, a ponadto mieliśmy dwustrefową klimatyzację oraz multifunkcyjną kierownicę z grubym wieńcem. Pomyślano również o schowkach na dokumenty, powerbank czy latarkę. To najlepszy dowód, że D‑Max ma być nie tylko autem „do roboty”, ale także środkiem transportu na co dzień.

Stara szkoła Diesla
Pod maską D-Maxa pracuje silnik wysokoprężny 1,9 l, generujący 163 KM mocy i 360 Nm momentu obrotowego (przy 2000 obr./min), zestawiony 6-biegową przekładnią automatyczną. Nie ma tu hybrydy ani downsizingu – to klasyczna konstrukcja, której podstawowymi zaletami są trwałość i przewidywalność.
Na rozpędzenie się od 0 do 100 km/h ten pick-up potrzebuje 12,5 s – to raczej przeciętne osiągi, ale przecież nie do szybkiej jazdy go skonstruowano. Co istotne natomiast, silnik jest elastyczny przy niskich obrotach, dobrze radzi sobie z obciążeniem i nie wymaga ciągłego „kręcenia”. Do tego jest ekonomiczny – podczas naszego testu zużycie paliwa w cyklu mieszanym wyniosło około 9 l/100 km, natomiast podczas płynnej jazdy w trasie poniżej 7,5 l/100 km.
Jak jeździ?
Podstawowymi zarzutami wobec poprzednich generacji D‑Maxa były kultura pracy silnika i mało komfortowa jazda po asfalcie. Teraz jest znacznie lepiej – poprawiono zawieszenie oraz ograniczono hałas i drgania.
Wciąż jednak mamy do czynienia z klasycznym pick‑upem na ramie i resorach piórowych z tyłu. Kiedy auto jedzie „na pusto”, może lekko „podskakiwać” na nierównościach, ale z ładunkiem jest stabilne. Jadąc autostradą 140 km/h, słyszymy szum opon, natomiast odgłosy spod maski czy szum wiatru są minimalne. Wysoka pozycja za kierownicą i kamery 360° ułatwiają parkowanie. Systemy wsparcia kierowcy, w które wyposażono D-Maxa, to także autonomiczne hamowanie awaryjne, asystent pasa ruchu, adaptacyjny tempomat, rozpoznawanie znaków czy systemy wspomagające jazdę w korku. Wszystkie działają dyskretnie i nie wykazują nadaktywności.
Układ kierowniczy jest wygodny w manewrowaniu i całkiem precyzyjny, a automatyczna skrzynia biegów działa raczej płynnie, choć przy gwałtownym przyspieszaniu potrzebuje chwili na redukcję.

Postęp jest więc widoczny, ale wciąż naturalnym środowiskiem D‑Maxa nie jest autostrada, a praca w terenie oraz jazda z ładunkiem po drogach gruntowych. I tego właśnie oczekują jego użytkownicy.
Dzielny w terenie
Pod względem jazdy terenowej Isuzu pozostaje jednym z liderów. Klasyczna konstrukcja – rama, reduktor, napęd 4×4 – została uzupełniona o system Rough Terrain Mode, który poprawia trakcję na śliskich nawierzchniach. Do tego dochodzi blokada tylnego mechanizmu różnicowego i dopracowana elektronika kontroli trakcji. W praktyce auto radzi sobie doskonale w błocie, na stromych podjazdach oraz w koleinach, czyli tam, gdzie „lifestylowe” pick‑upy często się poddają.
Ponadto samochód ten pociągnie przyczepę do 3,5 t, a jego ładowność to przeszło tona. Te parametry są szczególnie istotne m.in. dla firm budowlanych, energetycznych czy rolników.
Warto też wspomnieć, że auto uzyskało też 5‑gwiazdkową ocenę Euro NCAP, co jest ważne, ponieważ współczesny pick‑up coraz częściej pełni też funkcję rodzinnego auta, więc musi spełniać wszystkie wymagania w zakresie bezpieczeństwa.
Cena
W polskich salonach cennik Isuzu D‑Maxa zaczyna się od 142 162 zł za wersję L z pojedynczą kabiną i napędem na jedną oś, a kończy blisko 205 tys. zł za bogato wyposażoną wersję testową LSE 4×4 z podwójną kabiną.
Dla klientów flotowych zaletami opisywanego modelu mogą być m.in. prosta gama, sprawdzona technologia i bardzo dobre parametry użytkowe.

Podsumowując, D-Max to wciąż jeden z najbardziej „prawdziwych” pick‑upów na rynku – twardy zawodnik nastawiony na ciężką pracę, mający prostą, sprawdzoną konstrukcję. Jednocześnie w obecnym wcieleniu został bardziej dopracowany, stał się wygodniejszy i bezpieczniejszy niż poprzednicy. Nie jest co prawda najbardziej komfortowy ani najszybszy w swojej klasie, ale przecież to pick‑up, który ma przede wszystkim zarabiać, więc naszym zdaniem D‑Max pozostaje jednym z bardziej racjonalnych wyborów na rynku.
Tekst i zdjęcia: Jolanta Stypułkowska
















