Biznesmen, kierowca wyścigowy, mistrz Polski i Europy w wyścigach górskich oraz twórca wyjątkowego wydarzenia, jakim jest Formula Drive, w którym może wziąć udział każdy miłośnik motorsportu i szybkich samochodów. Grzegorz Rożalski to nie tylko sprawny przedsiębiorca, utytułowany sportowiec, ale także wyjątkowo kreatywna postać.
Rozmawiał: Tomasz Szmandra
Jak narodził się pomysł organizacji Formula Drive – pierwszego tego typu wydarzenia w naszym kraju, które umożliwia amatorom nie tylko poprowadzenie samochodu wyścigowego Formuły Renault, ale nawet bolidu Formuły 1?
Motorsport towarzyszy mi od bardzo dawna. Przez lata ścigałem się na polskim rynku – KJS-y, Sprinty, Time Attack Poland, gdzie w latach 2019–2021 zdobyłem trzy tytuły mistrzowskie z rzędu. Przez cały ten czas obserwowałem też rynek z drugiej strony – jako przedsiębiorca prowadzący Prezentmarzeń, firmę oferującą niezapomniane przeżycia również motoryzacyjne. Te dwa światy przez długi czas funkcjonowały równolegle. Aż do momentu, gdy zacząłem szukać czegoś, czego w Polsce po prostu nie było.
Wiedziałem, że za granicą istnieją eventy, gdzie zwykli ludzie mogą wsiąść za kierownicę prawdziwego bolidu F1 – nie symulatora, nie kartingu, ale maszyny wyścigowej z prawdziwego zdarzenia. Postanowiłem sprawdzić to na własnej skórze. Pojechałem do Szwecji, na tor Anderstorp – miejsce z niesamowitą historią motorsportową, które gościło Grand Prix Formuły 1 w latach 70. Przeszedłem cały program jako uczestnik. Wróciłem do Polski z jedną myślą: dlaczego tego u nas nie ma?
Odpowiedź była prosta – bo nikt tego jeszcze nie zbudował. A to znaczyło, że jest przestrzeń i jest potrzeba. Tak w 2022 roku ruszyłem z projektem Formula Drive. Zbudowanie floty wymagało kompletowania części z całej Europy, zaawansowany symulator F1 sprowadziliśmy z Hiszpanii, po który pojechałem osobiście. Bolidy Formuły Renault 2.0 pozyskiwałem etapami: dwa we Włoszech, trzy w Anglii. Do tego uzyskanie zgody toru Silesia Ring, adaptacja bolidów do rygorystycznych norm wyciszenia, logistyka, certyfikacje. Finalne prace zamknęliśmy dwa dni przed pierwszym eventem. Ale właśnie w tym jest kwintesencja tego projektu – wymagający, nieoczywisty i jedyny w swoim rodzaju.

Czy wpływ na decyzję o organizacji Formula Drive miała Pana kariera w sportach motorowych? Bez kariery sportowej Formula Drive po prostu by nie powstało – przynajmniej nie w tej formie. Doświadczenie zdobyte na torze dało mi coś, czego nie da żadna teoria biznesowa ani żaden kurs zarządzania.
Pierwsza to rozumienie środowiska od środka. Przez lata byłem uczestnikiem – wiedziałem jak wygląda przygotowanie do zawodów od strony kierowcy, co czujesz w dniu startu, czego potrzebujesz od organizatora, a czego absolutnie nie możesz dostać. To bezcenne przy projektowaniu Formula Drive. Nie budowałem eventu patrząc na niego z zewnątrz jako organizator – budowałem go z perspektywy człowieka, który siedział po drugiej stronie i dokładnie wiedział, co robi różnicę między przeżyciem, które zapada w pamięć, a takim, które zapomina się w drodze do domu.
Druga to sieć. Lata startów w Polsce i za granicą to setki rozmów z ludźmi z branży – mechanikami, instruktorami, organizatorami, dostawcami części z całej Europy. Bez tej sieci skompletowanie floty bolidów Renault 2.0 z części pozyskanych w kilku krajach, znalezienie instruktorów szkolących zawodników F4 i F3, dotarcie do właściwych ludzi na właściwych torach – to wszystko trwałoby latami. Motorsport jest małym światem i dobre relacje w nim działają jak kapitał, który procentuje w najbardziej nieoczekiwanych momentach.
Trzecia – i chyba najważniejsza – to mentalność. Ściganie uczy jednej rzeczy ponad wszystko: że przygotowanie zawsze musi być głębsze niż myślisz, że jest konieczne. Na torze nie ma miejsca na „jakoś to będzie”. To samo przeniosłem na Formula Drive – każdy detal, każdy etap szkolenia, każda decyzja dotycząca bezpieczeństwa jest wynikiem myślenia, które wykształciły lata startów. Uczestnik może tego nie widzieć. Ale czuje to w jakości całego dnia.
Przy okazji warto – przynajmniej w skrócie – przypomnieć Pana osiągnięcia w motorsporcie, a zwłaszcza wyścigach górskich w kraju i za granicą…
Zanim trafiłem do wyścigów górskich, przez lata ścigałem się w różnych formułach na polskim rynku: KJS-y, Sprinty, a między 2019 a 2021 rokiem trzy kolejne tytuły mistrzowskie w Time Attack Poland. To była solidna szkoła, ale poczułem, że chcę sprawdzić się w czymś znacznie bardziej wymagającym.

W 2023 roku zdecydowałem o debiucie w pełnym sezonie Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. To było wejście w nową dyscyplinę – wyścigi górskie rządzą się własnymi prawami, każda trasa jest inna, nie ma drugiej szansy na okrążenie. Mimo to sezon zakończyłem jako wicemistrz Polski w klasyfikacji generalnej i mistrz w grupie 2. W 2024 roku poszedłem o krok dalej – zdobyłem tytuł Mistrza Polski GSMP w klasyfikacji generalnej, po drodze bijąc rekordy pięciu tras.
Równolegle zdecydowałem o wejściu na arenę europejską – starty w European Hill Climb Championship pod egidą FIA. Już w pierwszym sezonie zdobyłem tytuł mistrza Europy w kategorii 1 oraz nagrodę Best Performer, przyznawaną najlepszemu kierowcy całego cyklu. W 2025 roku wygrałem cały cykl EHC. Jeżdżę Mitsubishi Lancerem Evo IX – 1200 KM, 1140 kg, stosunek mocy do masy powyżej 1:1. Maszyna, która nie wybacza błędów, ale w zamian daje coś, czego nie da żaden inny sport.
Aktualnie po wypadku podczas pierwszej rundy bieżącego sezonu, odbudowuję auto. To czasochłonne, ale traktuję to jak każdą inną przeszkodę na trasie. Zatrzymujesz się, analizujesz sytuację, działasz. Wracam.
Czego może oczekiwać uczestnik Formula Drive i czy faktycznie osoba, która nie miała dotąd wiele wspólnego ze sportami motorowymi, może samodzielnie i bezpiecznie poprowadzić bolid F1?
Formula Drive to zmaksymalizowane wydarzenie pełne motorsportowych doświadczeń, zaprojektowanych tak, aby uczestnik wyszedł z tego dnia jako ktoś inny niż ten, kto przyjechał rano.
Zaczyna się od podstaw: dobór wyposażenia – kombinezon, kask, rękawice, buty. Potem szkolenie teoretyczne z jazdy torowej i zapoznanie z trasą z doświadczonymi instruktorami. Zanim uczestnik wsiądzie do bolidu, spędza czas na symulatorze F1 – wiernym odwzorowaniu McLarena MP4-30 – gdzie pod okiem Dawida Nowakowskiego, instruktora szkolącego zawodników Formuły 4 i 3, uczy się jak reaguje maszyna, jak wyglądają hamowania, jak wygląda tor z perspektywy kokpitu. To nie jest atrakcja na chwilę – to realne przygotowanie.

Dopiero po tym przygotowaniu uczestnik siada za kierownicą Formuły Renault 2.0 – 220 KM, 480 kg, przyspieszenie 0–100 km/h w 4 sekundy. Siedem do ośmiu okrążeń, około 15 minut pełnej koncentracji na torze. Kulminacją dnia jest Williams FW29 – prawdziwy bolid Formuły 1 z silnikiem Judd V8, 650 KM, masa 550 kg, prędkość maksymalna 350 km/h. To maszyna, która zmieniła rozumienie słowa prędkość u każdego, kto za nią zasiadł. Dla tych, którzy chcą poczuć F1 jako pasażer, mamy BMW Sauber F1.06 X2 w wersji dwuosobowej – ta sama trasa, ten sam tor, ale z profesjonalnym kierowcą za kółkiem.
Między jazdami czeka symulator, strefa chill, catering, pitwalk dla osób towarzyszących. Dzień kończy się sesją zdjęciową i wręczeniem certyfikatów. To jest dopracowany produkt, nie improwizacja.I żeby odpowiedzieć wprost na pytanie: tak, każdy da radę. Mieliśmy uczestników po sześćdziesiątce, osoby bez żadnego doświadczenia torowego, kobiety dla których motorsport był dotąd tylko tłem w telewizji. Każdy wychodzi z toru z tym samym wyrazem twarzy – niedowierzaniem i euforią jednocześnie. To jest moment, dla którego robimy ten projekt.
Ile osób skorzystało z okazji poprowadzenia samochodu F1 w dotychczasowych edycjach tego wydarzenia?
Od startu projektu w 2022 roku przez kokpity naszych bolidów przewinęło się blisko 300 uczestników. To liczba, którą celowo traktujemy jako pułap – liczba miejsc na każdym evencie jest świadomie ograniczona. Zależy nam na tym, żeby każdy uczestnik miał pełną uwagę instruktora, czas na przygotowanie i przestrzeń na torze. Formula Drive to nie jest masowa impreza, gdzie ktoś się przewija przez pit lane i wraca do domu po kwadransie.
Poza dorocznym eventem z bolidem F1, od zeszłego roku organizujemy cykliczne eventy z Formułą Renault 2.0, dostępne regularnie przez cały sezon. To odpowiedź na rosnące zainteresowanie – coraz więcej ludzi chce przyjść nie jako jednorazowy spectator własnych marzeń, ale żeby naprawdę zacząć się uczyć. Renault jest do tego naturalnym kolejnym krokiem po kartingu czy symulatorach.
A jakie są plany na przyszłość zarówno dotyczące organizacji Formula Drive, jak i Pana kariery sportowej?
Formula Drive będzie rosnąć w dwóch kierunkach. Pierwszy to zwiększenie liczby cyklicznych eventów z Renault 2.0 – chcemy być dostępni przez cały sezon, żeby każdy kto chce zacząć swoją przygodę z prawdziwym bolidem, miał do tego okazję bez czekania rok na kolejną edycję. Zależy mi na tym, żeby motorsport przestał być postrzegany jako dyscyplina dla wybranych. Granica między kibicem a uczestnikiem jest znacznie cieńsza, niż większość ludzi myśli – i chcę to udowadniać przy każdym evencie.

Drugi kierunek to utrzymanie wyjątkowości eventu z bolidem F1. Raz w roku, limitowana liczba miejsc, pełny program. To jest rdzeń marki i nie zamierzam go rozmywać.
Równolegle rozwijamy Poligon 4×4 pod Warszawą – to zupełnie inny świat niż Formula Drive, bo mówimy o offrodzie i terenówkach, ale filozofia jest ta sama: dać ludziom bezpieczny, profesjonalny dostęp do doświadczeń, które normalnie są poza zasięgiem. Motoryzacja to szerokie pojęcie i warto ją pokazywać w całym spektrum.
Jeśli chodzi o karierę sportową – po wspomnianym wypadku w Miedzianej Górze – wracam. Odbudowa auta trwa, ale plany na kolejne starty w EHC są konkretne. W motorsporcie, tak samo jak w biznesie, nie ma miejsca na zatrzymanie się zbyt długo w jednym miejscu.


