Po długiej przerwie nadszedł dzień, na który czekali wszyscy fani Formuły 1. Nowe samochody wyposażone m.in. w aktywną aerodynamikę, całkowicie zmienione spalinowo-elektryczne jednostki napędowe oraz dwa debiutujące w stawce zespoły sprawiły, że do samego końca nie było wiadomo, jak przebiegnie inauguracja sezonu podczas Grand Prix Australii.
Jeszcze przed startem wyścigu nie zabrakło niespodzianek. Na niespełna godzinę przed rozpoczęciem rywalizacji faworyt gospodarzy Oscar Piastri rozbił swojego McLarena, zanim zdążył ustawić bolid na polach startowych. Z powodu awarii do wyścigu nie ruszył także Nico Hülkenberg z debiutującego w stawce zespołu Audi.
Start GP Australii był popisem Charlesa Leclerca z Ferrari. Monakijczyk mimo, że ruszał z czwartego pola, błyskawicznie objął prowadzenie, wyprzedzając kierowców Mercedesa – George’a Russella i Kimiego Antonellego, którzy wcześniej zdominowali kwalifikacje.
Udany początek zaliczyli także Lewis Hamilton (Ferrari), który awansował o osiem pozycji, Arvid Lindblad (Racing Bulls) – awans o cztery miejsca oraz Fernando Alonso. Hiszpan, mimo poważnych problemów Aston Martina z jednostką napędową Hondy, przesunął się do przodu aż o osiem lokat.


Leclerc i Russell stoczyli zacięty pojedynek o prowadzenie, jednak tę emocjonującą rywalizację przerwała awaria Red Bulla Isacka Hadjara na 11 okrążeniu. Sędziowie ogłosili neutralizację wyścigu, a wkrótce potem niemal cała stawka zjechała do alei serwisowej na pit stop. Na zmianę opon nie zdecydowało się jednak Ferrari, którego kierowcy pozostali na czele wyścigu – choć tylko na pewien czas.
Po wznowieniu rywalizacji Fernando Alonso zaparkował Astona Martina w garażu, jednak po pewnym czasie Hiszpan wrócił jeszcze na tor, by chociaż przetestować wyjątkowo problematyczny bolid.
Kolejna neutralizacja nastąpiła po awarii Cadillaca Bottasa. Co ciekawe, Ferrari ponownie nie ściągnęło swoich kierowców do boksów. Kiedy zespół z Maranello zdecydował się w końcu na pit stop, na czele wyścigu znajdował się już duet Mercedesa – Russell i Antonelli. Taka kolejność utrzymała się aż do mety.
Piątą lokatę zajął obrońca tytułu Lando Norris (McLaren), a szóstą Max Verstappen (Red Bull Racing), który po kraksie w kwalifikacjach startował dopiero z 20. pola. Obaj byli ostatnimi kierowcami, którzy nie zostali zdublowani.
Wyniki Grand Prix Australii:
- George Russell (W. Brytania) – Mercedes 1:23.06,801
- Kimi Antonelli (Włochy) – Mercedes +2,974 s
- Charles Leclerc (Monako) – Ferrari +15,519 s
- Lewis Hamilton (W. Brytania) – Ferrari +16,144 s
- Lando Norris (W. Brytania) – McLaren +51,741 s
- Max Verstappen (Holandia) – Red Bull Racing +54,617 s
- Oliver Bearman (W. Brytania) – Haas F1 +1 okrążenie
- Arvid Lindblad (W. Brytania) – Racing Bulls +1 okrążenie
- Gabriel Bortoleto (Brazylia) – Audi +1 okrążenie
- Pierre Gasly (Francja) – Alpine +1 okrążenie

Udany debiut Macieja Gładysza i Romana Bilińskiego
Zaledwie 17-letni Maciej Gładysz udanie zadebiutował w Formule 3. Jedyny Polak w tegorocznej stawce tej serii zakwalifikował się do wyścigu w Melbourne na czwartej pozycji wśród 30 zawodników z całego świata. W sobotnim sprincie zajął szóste miejsce, natomiast w niedzielnym wyścigu głównym dotarł do mety na siódmej pozycji. Po karach dla rywali został jednak ostatecznie sklasyfikowany na wysokim, piątym miejscu.
– Co za weekend! W piątek z każdym okrążeniem budowałem pewność siebie na nowym dla mnie torze, który zrobił na mnie duże wrażenie. W sprincie szybko przebiłem się na szóste miejsce i dobrze zarządzałem oponami, licząc na walkę o podium na finiszu. Niestety wyścig został przerwany już po dziewięciu okrążeniach. W niedzielę również dobrze wystartowałem i jechałem tuż za pierwszą trójką. W drugiej połowie wyścigu wiele się działo, a ja dużo się nauczyłem, co na pewno zaprocentuje w kolejnych rundach. Po starcie z czwartego pola naturalnie chciałem walczyć o podium, więc czuję lekki niedosyt, ale to tylko dodatkowa motywacja przed następnymi wyścigami. Tak czy inaczej był to solidny debiut, z którego możemy być bardzo zadowoleni – powiedział Maciej Gładysz.
Swoją przygodę z Formułą 2 dobrze rozpoczął Roman Biliński. W inauguracyjnym wyścigu sprinterskim został sklasyfikowany na ósmym miejscu, zdobywając cenny punkt już w debiucie w tej serii. Wyścig główny F2 w Melbourne był pełen nieprzewidywalnych zwrotów akcji i ostatecznie Biliński ukończył go na dwunastej pozycji.
Podobnie jak w przypadku Macieja Gładysza, występ Romana Bilińskiego pozwala z optymizmem patrzeć na kolejne rundy sezonu i występy polskich kierowców w seriach będących bezpośrednim zapleczem Formuły 1.
Tomasz Szmandra




